Gadki tatki

5 błędów, które popełniłem jako ojciec

Rodzicielstwo to nieustanie zaskakujące doświadczenie, podczas którego codziennie uczymy się nowych rzeczy. Poznajemy siebie z innej strony, a jednocześnie bierzemy pełną odpowiedzialność za bezbronnego człowieka. Na naszą niekorzyść nie skończyliśmy studiów na kierunku “rodzicielstwo”. Musimy uczyć się tej roli wsłuchując się tylko w głos swojego rozsądku, intuicji i serca.

A, że serce i intuicja mogą zawodzić, wiadomo nie od dziś. I wtedy właśnie popełniamy błędy, które widzimy dopiero po jakimś czasie.  Albo przeciwnie – od razu, bo są tak oczywiste, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Jest ich z pewnością o wiele więcej, ale na potrzeby tego tekstu wymienię tylko pięć. Po co się bardziej biczować 😉 Będzie kilka poważnych i kilka zabawnych.

 

Noszenie, bujanie, usypianie na rękach

Wszystkie trzy czynności łączą się ze sobą, więc potraktowałem ten błąd trochę jako combo. Od razu uprzedzam, że nie uważam, że noszenie niemowlaka to coś złego. Wręcz przeciwnie! Ja w pewnym momencie nie wyobrażałem sobie rodzicielstwa bez chusty i nadal moje zdanie utrzymuję. Jednak ze względu na ogromne problemy z zasypianiem (dziecka) wybraliśmy noszenie jako sposób radzenia sobie z trudną sytuacją. Konsekwencją naszych działań, kiedy to bujanie na rękach stało się metodą na wieczorny oddech od dziecka, było to, że potem nawet półtorarocznego byka nie można było uśpić w inny sposób. Mało tego – o 3 w nocy ubierałem chustę i bujałem go, przy okazji ćwicząc mięśnie brzuchate łydki. Finalnie zwyciężyliśmy, ale nie obyło się bez trudności.

Inną konsekwencją noszenia, było potem moje przyzwyczajenie, fiksacja na punkcie takim, że Gutek potrzebuje dużo bliskości i często niepotrzebnie go nosiłem w ciągu dnia. Przez to przyzwyczaił się do tego w takim stopniu, że niespełna 3 latek domagał się noszenia np. 30 min rano, gdy musiałem przygotowywać się do pracy. Mądrzy ludzie mówią, że nie można przyzwyczaić do noszenia. Nie mogę się z tym zgodzić, gdyż u nas stało się to na pewnym etapie uzależnieniem. Wiadomo – noś niemowlaka jak najwięcej, tul i całuj! Ale ja już wiem, kiedy trzeba pomalutku zacząć się ograniczać 🙂

Ciiii! 

Hm, kiedy myślę o tym teraz, to problem z “Ciii” czyli chodzeniem “na paluszkach”, “żeby tylko się nie obudził” wynikał chyba z trudności, o jakich wspomniałem w poprzednim punkcie. Przecież kiedy przez 1,5 h starasz się, żeby dziecko zasnęło i finalnie odkładasz je do łóżeczka niczym saper, jedyne o czym marzysz to spokojna chwila dla Ciebie, o której możesz zapomnieć, kiedy niepostrzeżenie nadepniesz drewnianą podłogę w najbardziej “skrzeczącym” miejscu.

Tak czy inaczej, kolejne dziecko będę chyba usypiał przy dźwięku ostrego rocka. Jak się przyzwyczai do hałasu to i wiertarkę będę mógł uruchomić o 22.00.

 

Dziecko vs Żona

To jest temat akurat poważny, któremu należy się osobny wpis, a który niedawno poruszał akurat inny blogujący ojciec. Pułapka, w którą łatwo wpaść to tak duża fascynacja dzieckiem, że zapomina się o innych. Na przykład o tej najważniejszej, bez której tego dziecka nie byłoby na świecie. To nie to, że przestajesz kochać czy kochasz mniej. To taki moment, w którym niestety nie widzisz nic poza dzieckiem i zapominasz np. o tym, żeby np. pójść na randkę, żeby kupić kwiaty albo żeby zaproponować, żeby żona wyszła gdzieś z koleżankami. Wszystko da się pogodzić, tylko trzeba finalnie wyjść z roli ojca, sfokusowanego tylko potrzebach dziecka. Nie zapominać, że jest się również mężem/żoną, a nie tylko rodzicem.

 

Pochopnie nie zdradzaj swojej pomysłowości

Uwielbiam bawić się ze swoim synem, wymyślać  zabawy i autentycznie czerpię z tego przyjemność. Niestety w porywach euforii nagle wpadam na “wspaniały” pomysł i np. pokazuję jaki jestem “niesamowity” bo potrafię skoczyć z kanapy na podłogę na jedną nogę, z obrotem 180 stopni. A potem pukam się w głowę, bo łapię się na tym, że mój syn za dokładnie 4,5 sekundy będzie chciał zrobić to samo i będzie próbował do skutku, choćby zajęło mu to całą godzinę.

Podrzucanie na 2 metry do góry owoców winogrona i próba złapania ich otwartymi ustami też chyba nie jest najlepszą zabawą dla dwu- czy trzylatka. Ale niestety faceci tak czasami mają, że najpierw robią, potem myślą.

 

“Kiedy zmieniałeś pieluchę?”

To już błąd pewnie mniejszego kalibru, ale jest i taki. Przyznaję się do niego bez bicia, chociaż absolutnie nie mam problemów z przewijaniem, wycieraniem brudnej pupy albo innych przyjemności związanych z tym wynalazkiem. Problem w tym, że czasami kiedy przebywałem sam z synem to byłem tak pochłonięty “ojcowaniem”(tak to sobie tłumaczę), że po prostu zapominałem sprawdzać i zmieniać mu regularnie pieluchę. Kończyło się na tym, że dopiero po jakimś czasie zauważałem, że nie siedzi na poduszce, jak mogło się wydawać, tylko na wypełnionej po brzegi pieluszce…

Z drugiej strony nic nie mówił, że mu ciasno i mokro. Ale to może dlatego, że wtedy jeszcze w ogóle nie mówił…

 

Błądzić rzecz ludzka, a już na pewno męska. Ale, nie ma się co załamywać, przecież jak mawiał Sokrates:

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy! 😉 

 

______________________________________________

Jeśli spodobał się Tobie ten tekst, będę wdzięczny, jeśli udostępnisz go za pośrednictwem mediów społecznościowych. Dzięki temu może trafić do osoby, która jeszcze tu nie była, a może być zainteresowana tematyką tego bloga! 🙂
A jeśli jesteś tu pierwszy raz to wpadnij i zostaw lajka również na stronie na FB – KLIK !
Zapraszam również do poprzednich wpisów, np.:
 DLACZEGO PRAWDZIWY FACET NIE POWINIEN POMAGAĆ KOBIECIE PRZY DZIECKU?
MATKA – CZŁOWIEK Z ŻELAZA
ŻYCIE PRZED DZIECKIEM. 5 RZECZY ZA KTÓRYMI TĘSKNIĘ
 6 ZDAŃ, KTÓRE WARTO MÓWIĆ DZIECIOM
z ojcowskim pozdrowieniem!

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *