Fundamenty

Czy trudno jest mówić “kocham Cię”?

Życie rodzica składa się z wielu pierwszych razów. Pierwsza nieprzespana noc, pierwszy ząb, pierwsza gorączka, pierwsza przelana pieluszka czy pierwsze nadepnięcie na klocek Lego. To ostatnie chyba najgorsze. Ale przychodzi jeden najbardziej wyjątkowy moment, który chyba każdy pamięta wyjątkowo mocno i długo. To chwila, w której nasze dziecko po raz pierwszy mówi “kocham Cię”.

My, rodzice

Jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy wypowiadałem te słowa do syna, ten milczał. W myślach czekałem na jakąś reakcję, rewanż. Trochę zniechęcony raczej dawkowałem werbalne informowanie syna o mojej miłości. Trochę czułem się nieswojo, że działa to tylko w jedną stronę. “Mówię do niego, a on nic” – myślałem sobie.

Dzisiaj, kiedy “kocham Cię” towarzyszy nam każdego dnia, jest inaczej. Czasem to on, w przelocie, gdzieś pomiędzy ganianiem za piłką a układaniem torów, wpada nagle do pokoju i krzyczy do mnie: “Kocham Cię, tato!”. Innym razem dzwoni do mnie i kiedy odbieram telefon to słyszę te słowa wcześniej niż zwyczajowe “cześć”. Nawet jeśli jesteś silnym facetem, to musi na Ciebie działać. Wymiękasz. A jednocześnie mentalnie rośniesz, bo rozpiera Cię duma i miłość.

My, dzieci

Odnoszę wrażenie, że dla mojego pokolenia mówienie do rodziców “kocham Cię” nie było czymś naturalnym, niosącym za sobą przekaz wyjątkowych uczuć. Nie było ot tak wypowiedziane na luzie, bez skrępowania. Sam, nawet dzisiaj, mam problem z tym, żeby powiedzieć do ojca, że go kocham. A przecież to oczywiste, że tak jest, tylko, że te słowa wypowiadane na głos rezonują gdzieś wewnątrz nas w specyficzny sposób. 

Trudno w kilku zdaniach zawrzeć jak wiele zawdzięczamy rodzicom. Każdy z nas, na podstawie swojego życia, mógłby z pewnością zapełnić nie jedną kartkę A4. Dlaczego więc proste “kocham Cię” do ojca czy matki wiąże się z jakimś przedziwnym uczuciem onieśmielenia? To dziwne. Przecież powinno być tak samo naturalne, jak wyznanie miłości żonie czy synowi. A może po prostu nie słyszeliśmy tego za często od rodziców? Czy to były inne czasy? Może inne podejście do wychowania? Sam nie wiem.

Przecież to proste

Będąc na etapie, kiedy mój dwuipółletni syn nie ma absolutnie żadnego problemu, żeby powiedzieć, że mnie kocha, dochodzę do wniosku, że to jednak na nas spoczywa ta rola. To ja, jako ojciec, chcę nauczyć syna, tego, żeby nie bał się uczuć. Żeby nie tłumił emocji. Żeby mając 10, 15 czy 25 lat w dalszym ciągu nie bał się w każdej chwili podejść i powiedzieć do mnie:

– Tato, kocham Cię!

 

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *