Gadki tatki

“Dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie…”

Była piękna, każdy ją kochał, ale nie zawsze doceniał. Dostępna na każde zawołanie i chyba z tego właśnie powodu nie miała takiej wartości jak teraz. Dopiero kiedy odeszła w zapomnienie, tęskni się za beztroskimi porankami i przynajmniej kilkoma godzinami z rzędu bez pobudki. Tęskni się za czasami, kiedy trzeba było nastawić budzik, żeby nie spóźnić się do pracy.  Ale przede wszystkim, tęskni się za tym, żeby po prostu porządnie się wyspać!

“Dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie Przespana Noc…”

Tak mogłaby się zaczynać bajka najbliższa sercu młodych rodziców. Przy całym szczęściu jakie ogarnia nas, gdy patrzymy na nasze dzieci, jest coś z czym, szczególnie na początku rodzicielskiej drogi, musimy się pogodzić – nie wyśpimy się. W co drugim poradniku parentingowym czytamy, że 6-miesięczne niemowlę potrafi przespać całą noc bez przerwy. Możliwe. Tak jak to, że Lech Poznań będzie grał w finale Ligi Mistrzów – teoretycznie możliwe, praktycznie niewykonalne.

Chyba każdy z nas miał kogoś bardziej doświadczonego życiowo, kogoś kto na pieluszkach zjadł zęby, kto przed narodzinami naszego potomka ostrzegał i dobrze radził: “Wyśpijcie się na zapas”! Wziąłem sobie to do serca i codziennie po pracy przez prawie 9 miesięcy chodziłem na popołudniową drzemkę. To był dopiero błogostan! Tak naprawdę ciężko jest, mimo wszystko, naładować baterie, na tyle, żeby wystarczyły na kilka pierwszych miesięcy życia dziecka. Złośliwi powiedzieliby: “Chcieliście dzieci, to macie!”. Ale tak na chłopski rozum, czy nieprzespana noc to duża zapłata za możliwość wychowania nowego człowieka? Sądzę, że wiele zależy od nastawienia, uczuć i stopnia zaangażowania.

Jak już wspominałem w jednym z poprzednich wpisów (–>link), niemowlę potrafi w nocy porządnie dać do wiwatu i na początku trzeba mocno zredefiniować sobie pojęcie ‘wyspania’. Niektórzy przyjmują ten stan rzeczy naturalnie, ale dla innych może to być duże wyzwanie i droga przez mękę. Myślę, że trzeba to zrozumieć, bo każdy ma inną wrażliwość i poczucie empatii. Może warto podejść do tej zmiany z nastawieniem – kiedyś w końcu się wyśpimy, a dzieci nie będą się budzić w nocy?

Nie oszukujmy się jednak, bo kolki, ząbkowaniem czy gorączką to wiele nocy, kiedy dziecko nie śpi, a my  wraz nim. Trudno czasem o cierpliwość. Można potraktować jednak ten czas, jako pewne doświadczenie, które uczy nas, że granice zmęczenia, bólu i bezsilności są bardzo elastyczne, a coś co wydawało nam się przed chwilą niewykonalne – dziś jest codziennością, może i trudną, ale do której można przystosować organizm? Ratunkiem może być też odpowiednia strategia poradzenia sobie z przedłużającym, wydawałoby się niekończącym się, niewyspaniem. Jakie mamy zatem opcje?

  • Ja odsypiam, Ty działasz – jeśli mama karmi jeszcze w nocy piersią, może odciągnąć mleko na noc i ojciec całkowicie może przejąć nocne przygody oraz odwrotnie – tata smacznie śpi w pokoju obok, a mama działa. To uczucie, kiedy budzisz się po 7 godzinach nieprzerywanego snu… Kartą MasterCard na pewno za to nie zapłacisz.
  • zróbcie sobie czasem Dzień Dziecka – nie, nie chodzi mi o to, żeby się nie myć, tylko żeby pójść spać wieczorem, krótko po tym jak dziecko zaśnie.  Nawet jeśli będzie się często budzić, masz większą szansę na złapanie jednak tych kilku, ważnych do regeneracji, godzin.
  • Koło ratunkowe 50/50 – czyli w miarę równy podział nocy – np. mama przejmuje pierwszą część, a tata w tym czasie przesypia ciągiem np. 2-4h, a potem zamiana miejsc. Bywa przecież i tak, że przez 3h nie można zmrużyć oka, więc chyba tylko turbobohaterowie dadzą radę wytrzymać z płaczącym/nieśpiącym/wiercącym się dzieckiem więcej czasu.

 

Na koniec trochę pocieszenia dla przyszłych rodziców lub dla tych, którzy są właśnie na tym ciężkim etapie. To minie. Mówię to ja – ojciec, który przez ostatni rok przeżył 365 nocnych scenariuszy (tak mi się przynajmniej wydaje, ale może było ich więcej!), a każdy zaskakiwał, przerażał, frustrował, ale i uszczęśliwiał i ekscytował jednocześnie. Wydawało mi się, że już nigdy nie zaznam smaku zasypiania bez myśli “ciekawe kiedy się obudzi”. Że już zawsze będę ćwiczył nocne wspięcia na palcach, “ziuziając” do snu swojego pierworodnego.

Dziś, kiedy Gusiek ma 13 miesięcy, praktycznie mogę mówić o sukcesie. Jeśli mamy nocną pobudkę to tylko z powodu pragnienia bądź nasilonego ząbkowania. Co prawda, nadal nie nastawiam budzika, ale to już bardziej wynika z zaufania do syna – po prostu jestem przekonany, że nie jest w stanie spać do 8.00! Chociaż z drugiej strony jestem pewien, że zaskoczy mnie w najmniej spodziewanym momencie 🙂

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *