Fundamenty

Docenić niedocenione. O tym, jak pojąć szczęście.

Kto pamięta jak chodząc jeszcze z ciężkimi plecakami do podstawówki, garbiąc się przy tym niczym Quasimodo, marudziliśmy ile to mamy nauki? Gdy dorośliśmy nasza perspektywa się zmieniła i czasem chętnie wrócilibyśmy do tego beztroskiego okresu.  Jako ludzie mamy chyba po prostu tę przypadłość, że często narzekamy. Zimą za zimno, latem za ciepło, w pracy za dużo pracy, w domu jak w polityce – bałagan, a dzieci?

Cóż, rodzice tych małych, słodko-gorzkich, piskląt z gatunku homo-sapiens, mają 600 razy więcej powodów do narzekań. Brudzą, nie śpią, są nieznośne, męczące, często chorują, mają kolki, wychodzą im ząbki (jak śmią!), wszystko wkładają do buzi, ślinią się, drapią, krzyczą, wiercą, kopią, piszczą i… w zasadzie tak można by przejść cały alfabet, a pod każdą literką wypisać 10 podobnych cech szczególnych dzieci.

Zdawałoby się, że generalnie nasze życie to jeden wielki utwór dramatyczny, w którym gramy główną rolę, ktoś nieustannie podkłada nam kłody pod nogi, a co gorsza na tę sztukę musimy jeszcze sami kupować bilety. Prawda jest okrutna – sam czasami narzekam na większość z wymienionych wyżej zjawisk. I zanim dotrze do mnie jak, tak naprawdę, niewielką wagę mają problemy, które mnie dotykają, zdążę zrobić z siebie męczennika. A potem przychodzi moment otrzeźwienia. Moment, który jak szpilka kłująca w rękę, przypomina o czymś, o czym zdaje się często zapominam.

Praca, która uczy

Zawodowo związany jestem z branżą, w której, praktycznie na co dzień, mam do czynienia z osobami niewidomymi, upośledzonymi ruchowo bądź umysłowo. Kilka razy w roku uczestniczę za granicą w targach i konferencjach związanych z niepełnosprawnością. W ciągu ostatniego roku rozmawiałem tam z setkami osób niewidzących, a tu, w Polsce, prawie każdego dnia widzę jak moi koledzy prezentują ludziom technologie wspomagające komunikację alternatywną.

To tak w skrócie. Wśród tych tysięcy osób przewijających się na największych targach dla niepełnosprawnych w Europie czy USA, można spotkać również sporą grupę tych najmłodszych. Dzieci. Kilkuletnie dziewczynki, jedną ręką mocno trzymające ojców, a drugą niepewnie władające białą laską. Trochę starszych chłopców, piszących na klawiaturze brajlowskiej lepiej, niż nie jeden pracownik biurowy na QWERTY. Nastolatków komunikujących się z bliskimi tylko za pomocą urządzeń do sterowania wzrokiem. I wiele, naprawdę wiele, podobnych osób.

To takie obrazki dzieci, próbujących odkrywać świat ze swoimi ograniczeniami, najbardziej zostają w głowie. W głowie, w sercu i w każdej najmniejszej części ciała. Bo w momencie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że w domu czeka na Ciebie w pełni zdrowy syn, świetnie się rozwijający, który oczami, rękoma, nogami, ustami i czym tylko zechce, eksploruje każdy centymetr otaczającego go świata, doceniasz szczęście jakie masz. Jakie masz Ty i jakie ma on, choć jeszcze tego nie rozumie.

Szklanka do połowy pełna

Każdy z nas ma problemy większe lub mniejsze. Absolutnie nie chciałbym deprecjonować naszych codziennych trosk. Tego, że martwimy się, kiedy nasza pociecha jest chora, ma gorączkę, katar czy kaszel (sam się wtedy denerwuję) albo kiedy dziecięce pokłady energii nie dają nam żyć. To ludzkie. Ale w takich kulminacyjnych momentach warto pamiętać, że mimo wszystko mamy szczęście. Mamy cholerne szczęście.

Bo tak jak jestem przekonany, że rodzicie dzieci np. z mózgowym porażeniem dziecięcym, ogromnie je kochają i zrobiliby dla nich wszystko, z pewnością, nie jest to dla nich łatwe. I kiedy jestem na etapie, że mój syn ząbkuje i nie daje spać, mam gdzieś z tyłu głowy świadomość, że ząbkowanie kiedyś w końcu się skończy, natomiast gdzieś obok mnie żyje rodzina, która musi zmagać się z większymi problemami codziennie. Do końca życia. Powiedziałbym im jedno:

Jesteście Wielcy.


źródło zdjęcia: www.pixabay.com

Comments

comments

czytaj również...

3 Comments

  1. Podziwiam rodziców dzieci z niepełnosprawnościami. Jakimikolwiek. Nie wiem czy miałabym tyle siły co oni. Czy byłabym w stanie się poświęcić i zmienić całe swoje zycie. Wielki szacunek, szkoda tylko że nasze drogie Państwo rzuca takim rodzicom kłody pod nogi

  2. Zgadzam się. Ludzie zatracaja sie w narzekaniu. Przeżywają wszystko jak stonka wykopki, a tu nie o to chodzi. Czasami dopiero zdajemy sobie sprawę z zycia, w momencie, kiedy kopie nas ono w dupe. Moje dziecko cudem przeżyło i wbrew slowom wiekszosci lekarzy, to jest ono zupelnie zdrowe. Napisałeś, ze zycie jest dramatem. Prawdopodobnie tak, skoro nie potrafimy sie cieszyć z kazdego dnia. Moje życie bardziej bym nazwał komedia, co mam nadzieje widac po moich tekstach. Pozdrawiam

  3. Święta prawda. Zdrowe dziecko to największy skarb, a tak często tego nie doceniamy. Miałam okazję dwukrotnie wylądować z dzieckiem w szpitalu, na szczęście na krótko, i to bardzo mi odmieniło perspektywę. Jestem pewna podziwu dla tych wspaniałych mam i ojców, którzy tygodniami, miesiącami trwają przy szpitalnych łóżkach. Bohaterowie dnia codziennego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *