artykuł

Dzieci do pracy? Czyli jaka jest wartość pieniędzy

Zauważyłem ostatnio, że gdy czegoś zabraknie w naszym domu, coś spodoba się mojemu synowi albo wspominam, że na coś miałbym ochotę, najmłodszy członek rodziny bez zastanowienia konstatuje: “Musimy kupić. Jutro. Tak, musimy”. Dla tego niespełna trzyletniego człowieka to takie proste. Idziesz do sklepu i kupujesz. Chciałbym jednak, aby moje dzieci wiedziały skąd biorą się pieniądze, dlaczego warto oszczędzać i z jakiego powodu nie na wszystko tak od razu można sobie pozwolić. 

Praca nie dla dzieci?

W dzieciństwie nauczyłem się jednego – pieniądze nie spadają z nieba. Po tym artykule czekam na telefon od Rzecznika Praw Dziecka, bo będąc szczerym, to pierwszą wypłatę otrzymałem już w wieku 9 lat… Pracowałem dobrowolnie, ale właściwie jako mały chłopiec nie traktowałem tego jako pracę, tylko jak hobby, za które otrzymywałem bonus – skromne, ale jednak wynagrodzenie. Co robiłem? Nie pracowałem całe szczęście w polu ani na budowie, do czego zmuszone jest 200 milionów dzieci na świecie. Za to wraz z Poznańskimi Słowikami śpiewałem przez wiele lat w chórze, zwiedzając przy okazji cały świat. To zajęcie wymagało jednak ode mnie przede wszystkim zaangażowania czasowego. Kiedy moi koledzy z klasy w każde popołudnie malowali kredą na chodniku ulice i parkingi dla resoraków Matchboxa, ja 2 godziny trzy razy w tygodniu spędzałem na próbach chóru.

Nie uważałem tego za wielki wysiłek, bo robiłem to co lubiłem. Owoców tego czasu było wiele, najważniejszy to z pewnością przyjaźnie, które trwają do dziś. Prócz tego zyskałem coś jeszcze – szacunek do pieniędzy. Mając kilka- kilkanaście lat korelacja pomiędzy poświęconym czasem a pieniędzmi, była dla mnie jasna jak słońce. Nauczyłem się, że nic nie przychodzi za darmo. Trzeba poświęcić trochę swojego czasu, energii, wystać swoje na koncertach, poprzebierać się w te śmieszne stroje i po prostu dać z siebie wszystko.

Jednocześnie jestem pewien, że dziecko nie musi zarabiać już w tak młodym wieku. Uważam, że ten czas w chórze i moje doświadczenie zarabiania pieniędzy było dodatkiem do tego, co wyniosłem z domu. A rodzice nauczyli mnie, że nie jest tak jak w jednym ze znanych filmów, że “Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to ****”. Natomiast pieniądze to nie wszystko, ale trzeba je docenić, bo nie biorą się znikąd. Nie ze ściany (choć wtedy chyba nawet nie było bankomatów), a z konkretnej pracy, na którą należy poświecić swój czas.

Szklanka do połowy pełna

Odkąd zostałem ojcem zacząłem się zastanawiać jak mądrze wychować dziecko w świadomości, że niczego nam nie brakuje, ale jednocześnie nie na wszystko możemy sobie pozwolić i zdobyć jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. Nie dorastałem w biedzie jak Rychu Peja. Ani w luksusie jak Lord Kruszwil. Z perspektywy czasu uważam jednak, że dzieciństwo spędziłem w dobrobycie, bo nie każdy mój kolega spędzał latem czas nad morzem, a  zimowe ferie w górach.

Miałem również poczucie, że moi rodzice ciężko pracują na to, żeby mojemu bratu i mnie zapewnić bezpieczeństwo. Mogli kupić mi pewnie większość rzeczy, które bym sobie wymyślił, ale jednak pokazali mi granicę między realną potrzebą, marzeniem a absurdalnym pomysłem.

Pierwsza praca to czasami szkoła życia

Chciałbym przekazać mojemu synowi szacunek do pieniędzy. Pokazać, że nie spadają z drzewa, a są wynikiem często ciężkiej pracy i poświęcenia. Śpiewanie w chórze było jednocześnie realizacją mojej pasji, jednak druga praca, której się podjąłem to kompletnie inna bajka. Ale z całym przekonaniem – polecę ją każdemu. Pod koniec liceum zostałem… kelnerem. Jeśli kiedyś pracowałeś w takiej roli, to wiesz o czym mówię. Moja przygoda z gastronomię trwała całe studia, ale wystarczą jedne wakacje, aby pojąć co to znaczy latać z tacą przez kilkanaście godzin, użerać się z trudnymi klientami, przekonać się jak bolą odciski na stopach czy zrozumieć co to prawdziwa TABAKA*.

Po nawet krótkiej, acz intensywnej przygodzie z gastronomią już zawsze zostawisz napiwek i nigdy nie wejdziesz do restauracji na 5 minut przed zamknięciem. Gwarantuję, że wiem o czym mówię. Koszulę prasuję z zamkniętymi oczami, a zboczenie lśniących kieliszków trwa do dziś.

Ciężka praca to jedno, natomiast fakt, że była to jedna z najbardziej prestiżowych restauracji w mieście, pozwoliło mi również poszerzyć horyzonty, poznać ludzi, których świat był tak różny od mojego. Przy okazji przezwyciężyłem swoją nielubianą przeze mnie cechę – nieśmiałość. Plusów było wiele. Pozwoliła mi JAK NIGDY WCZEŚNIEJ zrozumieć, że pieniądze, które zarabiam są owocem naprawdę ciężkiej pracy. Nie wydawałem ich ot tak, bez namysłu. Chciałbym, aby mój syn przekonał się o tym na własnej skórze.

Moim drugim marzeniem jest, aby tak jak ja poleciał do jednego z biednych krajów Afryki, o którym pisałem już w jednym z artykułów, pt. Rwanda, czyli 8 godzin do życia. To zmieniło moje życie absolutnie. Przewartościowało mój stosunek do życia, pracy i szczęścia. Zobaczyć inny świat, tak naprawdę ten bardziej prawdziwy, polecę każdemu.

Jest pewnie wiele przykładów jak przekazać dziecku wiedzę o pieniądzach, ale myślę, że dobrym wyjściem jest zastanowienie się – jak to było z nami. Kiedy i w jakim momencie uświadomiliśmy sobie, że pieniądze nie rosną na drzewach, że nie są najważniejsze w życiu, ale jednak mają wartość i pozwalają godnie żyć. Stanowią owoc pracy. A pracę warto docenić.

 

 

Jeśli spodobał się Tobie ten tekst, będzie mi niezmiernie miło, jeśli udostępnisz go gdzieś za pośrednictwem mediów społecznościowych! Dzięki za to!

_________________________

*TABAKA – w slangu gastronomicznym: spory, nagły ruch, sytuacja gdy do restauracji w krótkim czasie wchodzi duża ilość gości. Przykładowo, przy tabace barman musi robić 10 drinków na raz, a kelner jest zmuszony obsługiwać np. 8 stolików jednocześnie.

_________________________

Ostatnie wpisy, gdzie odpowiadam na pytanie

CZY DZIECIŃSTWO TO SPORT EKSTREMALNY

oraz opowiadam o tym, że

MOJA ŻONA SIEDZI W DOMU Z DZIECKIEM I NIC NIE ROBI!  

A jeśli jesteś tu pierwszy raz to wpadnij i zostaw lajka również na stronie na FB – KLIK ! Dzięki!  🙂

 

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *