Fundamenty

Dziecko i kościół. Czy to się gryzie?

Niedziela, godz. 8.03, kościół na Wilanowie. Gustaw siedzi spokojnie w wózku. i spogląda dookoła na wiernych. Trwa to już całe 3 minuty, więc sukces. Ale po chwili daje znać, że już wystarczy tego dobrego. Rekordu w spokojnym siedzeniu podczas mszy nie będzie. Chce na ziemię. Co mnie czeka?

Dziecko w kościele

Na szczęście moje dziecko w kościele jest generalnie grzeczne. Bywa tak, że porusza się w oznaczonym przez siebie obszarze, mniej więcej w promieniu 3m od nas, nie dalej. Serio. Czasami wygląda to tak jak gdyby widział linię, za którą będą sprawdzać mu paszport, bo Schengen tak daleko nie sięga. A, że jest mądrym chłopcem, to pewnie nie chce mieć do czynienia ze strażą graniczną, którą widzi tylko on. Wg nas nikomu nie przeszkadza, bo robi to bezszelestnie. Ale czy na pewno? Znam osoby, które kochają swoje dzieci czy wnuki ponad wszystko, ale totalnie nie mogą się skupić, kiedy krążą one wokół nich podczas mszy św. Nawet kiedy nie są głośne!

I na dobrą sprawę powinienem to rozumieć, bo każdy powinien mieć jednak możliwość skupienia i odpowiedniego przeżywania liturgii.  Jednak może możemy zrobić coś, żeby przygotować, aby dziecko w kościele nie czuło się intruzem na obcej sobie planecie, a jednocześnie, żeby nie robić ze świątyni placu zabaw?

 

Co robić lub czego nie robić?

  1. Rozmowa – dziecko rozumie więcej niż nam się wydaje. Jeśli wytłumaczymy gdzie, po co i dla kogo idziemy do kościoła – zrozumie.
  2. Modlitwa – jeśli dziecko będzie kojarzyło fakty i zobaczy, że w kościele robi się podobne rzeczy jak przy wieczornej modlitwie, nie będzie się czuło zaskoczone i zagubione.
  3. Zabawki i jedzenie – to kuszące, żeby “uciszyć” dziecko ulubioną zabawką lub zapchać chrupkami tylko po to, żeby było grzeczne. Sami to robiliśmy do pewnego momentu, w którym stwierdziliśmy, że: a – to nie przystoi miejscu, b – to pójście na łatwiznę, c – dziecko może nauczyć się takiego nawyku i kiedy będzie miało kilka lat – może się okazać, że będzie zaskoczone dlaczego nie może wziąć do kościoła swojego zestawu LEGO Technics.
  4. Zamiast zabawek – może zamiast samochodziku, wziąć ewentualnie Biblię dla dzieci z obrazkami?
  5. Dziecko – czynny uczestnik – włączajmy dziecko w aktywność na mszy: nauczmy pieśni, tego kiedy mówimy amen, kiedy odpowiadamy, a przy znaku pokoju – zachęćmy do podania ręki osobom obok nas.
  6. Msza “dla dzieci” – każdy znajdzie swoje za i przeciw. Ja widzę więcej wad niż zalet. Szczególnie, kiedy niektóre takie msze polegają na beztroskim bieganiu maluchów po całym kościele i walce księdza o dotarcie do uszu zgromadzonych. Kazania dla dzieci – rozumiem, ale to dotyczy już trochę starszych, którzy raczej nie mają problemu z “wysiedzeniem w ławce”.
  7. Razem czy osobno? Najprościej byłoby zostawić dziecko w domu z jednym rodzicem i iść do kościoła samotnie, “na zmianę”. W takim układzie jednak, nasz potomek nie będzie miał szans na poznanie liturgii, kościoła i wspólnoty. Z kolei my nigdy nie będziemy mogli skupić się w 100% na istocie, bo nawet jeśli nasz syn jest grzeczny – mimowolnie absorbuje naszą uwagę.  Uważam, że dobrym rozwiązaniem tej sytuacji jest taka “indywidualna msza” raz na jakiś czas, raz na miesiąc czy wedle uznania. Myślę, że pozwoli to na zachowanie równowagi w naszym życiu duchowym.

 

Mk 10,13-16

A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: “Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże(…)”

 

Dziecko w kościele to dla rodziców wielkie wyzwanie. Nawet jeśli są spokojne, to trudno o stuprocentowe skupienie na istocie tego miejsca. Jednak gdzie, jeśli nie tam, nasze dzieci mają uczyć się poznawać Boga?

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *