Gadki tatki

Dziecko na wyjeździe, czyli dlaczego rozłąka jest dobra dla wszystkich

Gutek wyjechał z dziadkiem na kilka dni. No dobra, dokładnie na trzy dni. Po raz pierwszy w życiu rozstawaliśmy się z nim na więcej niż 24h. Wiem, może się do wydać dziwne, bo znam osoby, które zostawiały dziecko na kilka dni czy nawet tydzień pod opieką dziadków/wujków/przyjaciół kiedy miało ono 1,5-2 lata. Ale jestem pewien, że nie ma tu jednego uniwersalnego wzorca “kiedy”. Bo każde dziecko jest inne i każdy rodzic zna je najlepiej. 

Jeśli pomyślisz, że 4 lata to stosunkowo późno na takie rozstanie, to cóż, masz prawo. Jednak obserwując uważnie naszego syna i rozmawiając z nim o tym, doszliśmy do wniosku, że jest na to gotowy właśnie teraz, nie wcześniej. Bo nawet jeśli rok temu wydawał nam się kumatym chłopcem, który już nie trzyma się naszej nogawki, tylko coraz szybciej i odważniej odnajduje się w nowych sytuacjach i otoczeniu, to na taki wyjazd był jeszcze zbyt młody. 

I nie były to tylko nasze odczucia, bo nawet testując jego gotowość poprzez rozmowę z nim o ewentualnym wyjeździe, dostawaliśm sygnał, że po prostu nie do końca jest do tego pozytywnie nastawiony. 

A dziś? Dziś jesteśmy po dwóch takich wyjazdach w ciągu ostatnich 2 tygodni (pierwszy był testowy, bliżej domu, drugi już właściwy – w góry) i okazuje się, że był to nie tylko wartościowy czas dla niego, ale i dla nas. I dla naszego rodzicielstwa. 

Pierwszy etap: ̶ d̶z̶i̶e̶c̶k̶o̶  rodzic we mgle 

Pomachał, siedząc zadowolony w foteliku i tyle go widzieliśmy. Weszliśmy do domu i trochę… szok. Nie wiedziałem jak się odnaleźć w sytuacji, w której znaleźliśmy się po raz pierwszy. Nie, to nie było tak, że podskakiwałem z radości, bo mamy “wolną chatę” (no prawie, bo był jeszcze Józek, ale o tym trochę dalej) . Początkowo po prostu czułem jakąś pustkę. Z jednej strony cieszyłem się, że pojechał, bo na pewno takie wyjazdy mu się przydadzą, z drugiej trochę żałowałem, że go tu nie ma z nami, bo w domu zrobiło się nagle cicho… 

Jestem pewien, że na tym etapie to nie nasze dziecko było zdezorientowane, ale my. Gutek jest związany z dziadkiem mocno, więc nie baliśmy się, że sobie nie poradzi, ale przez pierwsze kilka godzin wątpiliśmy, że to MY sobie z tym poradzimy…

Drugi etap: akceptacja i zdziwienie

Kiedy już ochłonęliśmy, dotarła do nas zaskakująca prawda – z Józkiem, z tym jednym dzieckiem, które zostało w domu, NIE MA ZA DUŻO ROBOTY. Czułem się wręcz jakbym przez chwilę nie miał dzieci, bo ogarnięcie 8-miesięcznego szkraba jest tak banalnie proste i mało skomplikowane (nie krzyczy, nie histeryzuje, nie mówi, ciągle się uśmiecha), że można odnieść wrażenie, iż masz naprawdę wolną chatę!

Trzeci etap: kota nie ma to myszy harcują

Może nie do końca myszy i nie do końca kot, ale wiecie o o chodzi. 4-latek, który potrafi zabić pytaniem po raz dwieście trzydziesty piąty “DLACZEGO trawa jest zielona?” może być uroczy, ale w pewnym momencie męczący. I kiedy zdaliśmy sobie sprawę z tego chwilowego luksusu, zaczęliśmy z tego czerpać radość. 

Czwarty etap: kto tęskni bardziej?

No to odpowiedź jest jasna. Rodzice. Oczywiście to my dzwoniliśmy do niego, a on nie zawsze wyrażał chęć do rozmowy (np. zajęty zabawą). Wyraźnie nie było mu bez nas źle na świecie. I w tym momencie nie wiedziałem co myśleć – czy to sukces czy porażka wychowawcza, bo przecież “to nie możliwe, żeby za nami nie tęsknił!”. 

Piąty etap: refleksja

Dziecko trzeba puścić kiedyś w świat. Ale chyba trudno będzie to zrobić, kiedy cały czas będziemy je trzymać “pod kloszem”. Chwile rozłąki trzeba traktować jako szansę na rozwój tego małego człowieka jak i nasz, w roli rodzica. Jak do każdej nowej rzeczy, trzeba się do tego przyzwyczaić. Trzeba ogarnąć fakt, że nasze dziecko już nie jest niemowlakiem, tylko żywym kilkulatkiem, który garnie się do tego, żeby doświadczać nowych emocji. 

Dla mnie owocem tych wyjazdów jest świadomość, jak szybko pędzi czas i jak rodzicielstwo dynamicznie się zmienia. Czasami nie nadążamy za tym, z uwagi na codzienną rutynę, ale po czasie dochodzi do Ciebie, że Twoje dziecko dorasta. Każdego dnia. I widzisz potem tylko perspektywę, z której patrzysz na wspomnienia zbudowane we wczesnych latach jego życia. 

Dlatego sądzę, że tak ważne jest podążanie za tym rozpędzającym się dopiero Życiem, które stworzyliśmy razem, jako rodzice. Obserwowanie, wyciąganie wniosków i podejmowanie decyzji, które będą dobre nie tylko dla Nas, ale może przede wszystkim dla Naszych dzieci. Dla ich kształtującego się charakteru. 

Wojtek 

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *