Gadki tatki

Facet nie choruje, facet walczy o życie – czyli krótka historia mężczyzny cierpiącego

Na zegarku 23:50. Nastawiam budzik i wślizguję się pod kołdrę. Po kilku minutach czuję delikatny dreszcz. Ok, może mi się wydaje – myślę. Po 15 minutach, mimo grubej zimowej kołdry, naprawdę czuję, że jest mi zimno. Dotykam czoła – gorące jak piasek rozgrzany lipcowym słońcem. Bum bum. Bum bum. Czuję przyspieszone bicie serca. Teraz już jestem pewien – g…orączka! Schodzę po termometr. Wciskam przycisk, przykładam do czoła i czekam jak na szpilkach. Oczekiwanie na wyniki maturalne albo wynik alkomatu w trakcie kontroli drogowej to pikuś. Tu się teraz waży moje życie i zdrowie. Czekam 4 sekundy, jakbym czekał całą wieczność.

Jest. Pierwsze, co do dochodzi do mózgu, to zielony kolor podświetlenia, wskazujący, że teoretycznie jest ok. Ale ja się nie dam oszukać jakiemuś chińskiemu urządzeniu kupionemu na promocji w SuperPharmie. Tak jak myślałem. Kolor zielony kłamie, liczba na termometrze zwiększa puls o jakieś 20 uderzeń. Jest źle. Jest gorączka. 37,3 stopni (słownie: trzydzieści siedem i trzy dziesiąte).  Wojtek, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.

Gdzie te tabletki!? Ok. Mam, wezmę dwie od razu. Przecież za chwilę temperatura może podskoczyć. Wracam do łóżka i trzęsąc się z zimna próbuję zasnąć. Dreszcze ustępują po 15 minutach. Znowu schodzę do salonu zmierzyć temperaturę (dlaczego od razu nie wziąłem termometru ze sobą???). To samo. Nic nie spada. Cholera. Dobra, może trzeba trochę poczekać. Ale zaraz… przecież dwa miesiące temu wróciłem ze środkowej Afryki. Może to MALARIA?!

Plasmodium ovale

Biorę komórkę i wpisuję: o-bja-wy ma-la-rii. Sporo linków. Klikam pierwszy. Czytam: Malaria, czyli inaczej zimnica (…). No masz, przecież jest mi zimno, to na pewno to. Czytam dalej. Bóle głowy… – mam, głowa mi przecież pęka. Przyspieszone bicie serca – to też się zgadza. Nagłe dreszcze – są, przyszły nagle, faktycznie. Wysoka gorączka, ok. 40 stopni co 3-4 dni – 37,3 to przecież prawie 40. Pamiętam, że na matmie uczyli, że jak większe od 5 to zaokrąglamy w górę. Poza tym, to przecież może być wyjątek i nigdzie nie napisali, jaka jest minimalna temperatura w takich wypadkach. Gorączka to gorączka. 3 dni temu też miałem. 36,9 co prawda, ale czułem się fatalnie. No i regularność by się zgadzała. Czyli już wiem, to postać choroby zwanej trzeciaczka, pierwotniak Plasmodium ovale. Nudności, wymioty, biegunka – niby nie mam, ale im dłużej to czytam to tym bardziej mi nie dobrze.

Leczenie. Czytam wyrywkowo. W oczy wpadają co raz gorsze słowa: kroplówka, respirator, dializa, przetaczanie, umieralność. O Boże. Zdrowaś Mario… Dobra, trzeba się przygotować. Oddział zakaźny jest na drugim końcu miasta. Ok, pojadę rano. Sprawdzam szybko jak wygląda. Spoko, warunki niezłe. Jeśli mam tam spędzić kilka tygodni, to dam radę, ale zaraz… jak zakaźny, to przecież nie będę się mógł z nikim widywać! Oczyma wyobraźni widzę siebie przyklejonego do okna sali szpitalnej i syna na rękach żony, którzy z daleka kiwają do mnie zapłakani. Chociaż leżę, czuję jak mi się uginają nogi. Dlaczego mnie to spotyka?!

“Plus i minus to jedyne co widzę”

Po 1,5 godzinie wertowania internetu natykam się w końcu na jakieś forum, na którym napisali, że malarię przechodzi się jak grypę czyli 3-7 dni i że w ogóle luzik. Uspokoiłem się. Na pewno gość ma rację. Siedzi w Afryce, to pewnie wie lepiej niż Ci wszyscy doktorzy od siedmiu boleści na poprzednich trzydziestu ośmiu portalach. Zasnąłem.

Po ciężkiej, psychicznie i fizycznie, nocy budzę się o 7.30. Sprawdzam puls. Chyba jest ok. Sięgam po termometr jak po rozżarzony węgiel. Uff!! Kamień z serca spada niczym notowania Ryszarda Petru. 36,6!!! Jestem zdrowy!!!

Ale czy na pewno…?

 

 

_______________

To nie jest AszDziennik. Historia niestety jest prawdziwa w 99%.

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *