Dziennik osobisty

Gustaw Odkrywca i trochę o BLW



Jesteśmy już na tym etapie, że Gusiek od ok. 1,5 miesiąca raczkuje, wstaje, próbuje wdrapywać się na wszystko co jest w zasięgu jego wzroku. Czyli… na wszystko. Jak już mówimy o wstawaniu to mówimy oczywiście o podciąganiu się na nogi przy pomocy: szczebelków w kojcu, krzesła, fotela, stolika, uchwytów szuflad, wanny, szyby, nogi od krzesełka… Wszystko co choć trochę wydaje się być stabilne (albo i nie, ale wtedy szybko się o tym przekonuje) jest świetną okazją to pokazania, że “umiem nie tylko raczkować, zobaczcie!”.

G. ma już swój ulubiony sprzęt kuchenny – zmywarkę. No bo fakt, zwykle zamknięta, a za frontem identycznym jak reszta szafek kryje się bogactwo jakich świat nie widział, a na pewno nie te oczy ze zdjęcia – koszyk ze sztućcami, talerze, garnki (które z resztą cudownie grają kiedy uderza się je o podłogę) i przeróżne dziwne metalowe przedmioty (np. trzepaczka).  Zmywarka jest na tyle interesująca, że w momencie kiedy zobaczy, że jest otwarta – rzuca wszystko co ma w rękach (hmm, chyba jednak częściej w ustach albo jedno i drugie) i rusza na czworakach w kierunku najlepszego prezentu jaki tata mógł zrobić – otwarta zmywarka!

Przy okazji warto zaznaczyć plusy tego rozwoju komunikacyjnego – podłogę w kuchni od jakiegoś czasu mamy wolną od wszelkiego rodzaju okruszków, bo jeśli nie dbalibyśmy o czystość, to wszystko to, co choć trochę odróżnia się od płytek chętnie lądowałoby w ustach Gusia. Poznawanie poznawaniem, ale ręcznik papierowy, czosnek, obierki od ziemniaków czy cebuli raczej nie powinny znajdować się w jadłospisie 8 miesięcznego odkrywcy.

Jeśli już mówimy o diecie: kilka tygodni temu Ania wprowadziła BLW, ale w wydaniu jakie uważamy za słuszne tzn. nie akceptujemy bawienia się jedzeniem. Na razie nie było takiego problemu, bo G. jest tak pochłonięty jedzeniem, że nie w głowie mu żarty. Podobnie jak ojciec po prostu lubi jeść.  Po miesiącu mogę stwierdzić, że jedynym minusem tej metody to brudna podłoga (choć bez przesady) i konieczność mycia/czasami przebierania malca po jedzeniu. Ale plusów jest zdecydowanie więcej:

  • wspólne jedzenie posiłków – siedzimy w trójkę przy stole, każdy je w spokoju swoją porcję, bez pośpiechu,
  • poznawanie struktury, konsystencji, temperatury, wielkości i przyjemność jedzenia,
  • wartościowe jedzenie: warzywa, kasze, owoce – wszystko zjada ze smakiem, nawet płatki owsiane na wodzie na śniadanie, które wydawać by się mogło smakują jałowo – wciąga jakby był to najlepszej jakości stek,
  • obserwowanie w jaki sposób je taki maluch to lepsze niż najlepszy film przygodowy. To skupienie, precyzja, spokój i zaangażowanie..

 

A ząbków wciąż brak..

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *