Gadki tatki

Introwertyk, czyli przegrany? Czy można zmienić charakter dziecka?

Kiedy mój syn skończył niedawno trzy lata,  doszło do mnie jak bardzo się zmienił od urodzenia. Jak wiele już o nim wiem. Zasadniczy charakter dziecka poznajemy bardzo szybko, czasem już maleńki niemowlaczek pokazuje zalążki cech, które jednak w pełni odkrywamy wraz z biegiem lat. Coraz częściej zauważam u mojego syna przejawy zachowań, które mógłbym przypisać również sobie. Diagnoza jest jedna: Gucio to stuprocentowy introwertyk. Czy to oznacza, że będzie miał w życiu trudniej? Czy w ogóle powinniśmy martwić się tym JAKI charakter ma nasze dziecko? 

Może komuś wydać śmieszne, że rozprawiam się nad tą kwestią na tym etapie jego życia.  Zaobserwowałem jednak, jak sporo osób zwraca uwagę na to, że mój syn “jest nieśmiały”. Jakby było to śmiertelne obciążenie genetyczne, najmniej pożądana cecha u człowieka. Wreszcie – wada. Ja jednak nie mogę zgodzić się, aby traktować to w takich kategoriach. Oczywiście, w pewnych sferach życia może być to dodatkowe utrudnienie, ale w innych wręcz przeciwnie.

Kulturowy ideał osobowości

Mam wrażenie, że nasze społeczeństwo przyjęło wzór “poprawnej” osobowości. Wyróżnia ją przebojowość, dowcip, taka osoba jest duszą towarzystwa, łatwo nawiązuje kontakty. Dzięki takim cechom wydaje się ciekawsza, skupia wokół siebie rzeszę ludzi. Z kolei jednostki stojące w opozycji do liderów, czyli  introwertycy, to osoby  w pewnym sensie gorsze, mniej atrakcyjne i uzdolnione. Ich życie z pewnością nie będzie usłane różami, powinny więc się “przełamywać i wychodzić do świata”. Czy jednak mamy prawo wartościować kogoś ze względu na charakter?

Jestem introwertykiem, więc wiem co mówię. To nie oznacza, że mam trąd i odpycham od siebie ludzi albo boję się do nich podejść, żeby ich nie zarazić. Po prostu taki mam charakter – lubię czasem spędzić czas w samotności, na szersze rozmowy otwieram się dopiero kiedy poczuję się w towarzystwie pewnie, mam sporo znajomych, ale tylko kilkoro przyjaciół, od dzieciństwa wszelkie emocje przeżywałem bardziej wewnętrznie i nie przepadam za tłumem. Tym samym wiem, że z takimi cechami można żyć, można świetnie funkcjonować w społeczeństwie i doskonale radzić sobie w życiu.

Nasze dziecko, czyli kto? 

Piszę to wszystko, bo podejrzewam, że nie tylko ja któregoś dnia wizualizowałem sobie swoje dziecko w roli dorosłego człowieka o określonym charakterze. Jednak jako rodzic bardzo konkretnie postrzegam swoją rolę. To ja wraz z żoną przekazujemy najważniejsze życiowe wartości, skłaniamy ku poznawaniu świata, mobilizujemy do radzenia sobie z problemami, rozwijania swoich umiejętności.  Jako rodzicie kształtujemy młodego człowieka,  jednak jedynie w pewnych aspektach. Nie oszukamy natury czy genów. Chcemy przecież wychowywać, a nie łamać nasze dziecko.

W marcowym tekście pt. Projekt dziecko… wspominałem o tym, żeby odstawić na bok swoje ambicje i pozwolić dzieciom rozwijać się zgodnie z ICH możliwościami, talentami i pragnieniami. Żeby uwierzyć w to, że one mają swoją drogę, na której będą szczęśliwi. I myślę, że ta sama prawda dotyczy charakteru dziecka w szerokim rozumieniu.

Nie chodzi o to, aby pozostawić introwertyka w swojej skorupie, ale podejść do tego w sposób delikatny. Znaleźć takie rozwiązania, za pomocą którego będziemy wzmacniać pewność siebie, a nie próbować zmieniać w ekstrawertyka. Bo jest to po prostu NIEMOŻLIWE. Podobnie jak niemożliwe jest “przerobienie” nad wyraz żywego dziecka w ostoję spokoju. Milczek z natury nie stanie się z dnia na dzień najlepszym na świecie konferansjerem.

Może z czasem przestanie go paraliżować tłum, pewnego dnia płynnie powie przemowę na weselu przyjaciela. Jednak prawdopodobnie wystąpienia publiczne nie będą dla niego w pełni komfortowe. I trzeba sobie powiedzieć wprost – nie ma w tym nic złego. W takich przypadkach warto po prostu umacniać  pewność siebie,  nie wypychając przy tym dziecka w świat na siłę. Jako rodzice wskazujmy, że ten szeroki świat istnieje i jest ciekawy.  Dopingujmy, aby chciało go poznać. Jednak pozwólmy, aby robiło to na swój własny sposób.

Nie ma dzieci, są ludzie*

Jeden z moich tekstów zatytułowałem kiedyś Pozwól dziecku upaść na glebę. Myślę sobie teraz, jak ważne w rodzicielstwie jest, aby dziecku dawać wolność. W wielu wymiarach, ale przede wszystkim pozwolić dziecku być po prostu sobą. Człowiekiem. Żeby pokazać naszym dzieciom jaka siła w nich drzemie,  niezależnie od charakteru, wyglądu i innych cech. Aby znaleźć  wartość nawet w tych “trudnych” cechach, nie oczekując przygotowanego gdzieś z tyłu głowy “modelowego człowieka”, jakim nasze dziecko nigdy nie będzie.

 

 

*Janusz Korczak

______________________________________________

Jeśli spodobał się Tobie ten tekst, będę wdzięczny, jeśli:
UDOSTĘPNISZ ALBO POŚLESZ W ŚWIAT W INNY SPOSÓB 🙂
A jeśli jesteś tu pierwszy raz to wpadnij i zostaw lajka również na stronie na FB – KLIK !
Zapraszam do ostatnich wpisów:
 DLACZEGO PRAWDZIWY FACET NIE POWINIEN POMAGAĆ KOBIECIE PRZY DZIECKU?
MATKA – CZŁOWIEK Z ŻELAZA
ŻYCIE PRZED DZIECKIEM. 5 RZECZY ZA KTÓRYMI TĘSKNIĘ
 6 ZDAŃ, KTÓRE WARTO MÓWIĆ DZIECIOM
z ojcowskim pozdrowieniem!

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *