Gadki tatki

MIŁOŚĆ SIĘ MNOŻY, czyli znowu wszyscy mieli rację…

Rok temu o tej porze, oczekując narodzin drugiego syna, Józka, razem z żoną prawie już pakowaliśmy torbę do szpitala. Jakoś w podobnym czasie pisałem tekst o tym czego obawiam się jako ojciec drugiego dziecka, które ma za chwilę pojawić się na tym świecie. Pisałem tam, że głównie zastanawiam się, czy będę umiał je kochać tak samo jak pierwszego syna? Jak to będzie, co w tej mojej głowie się będzie działo. No i cóż. Sprawdziło się wszystko to, o czym mówili znajomi, rodzina, brat kuzyna mojej ciotki i sąsiedzi – “NIE MARTW SIĘ, MIŁOŚĆ SIĘ MNOŻY”. Z matmy w liceum byłem słaby, z resztą nie prowadziłem nawet zeszytu, więc pomyślałem: Ale, że jak to mnoży…?

CO RACJA TO RACJA

A więc teraz, już z taaakim prawie 12-miesięcznym doświadczeniem, mogę z całą pewnością stwierdzić, że tak jak w przypadku “będziesz miał nieprzespane noce”, “będziesz pił kawę litrami”, “będziesz miał brudno w aucie” i tym podobnych przepowiedni słyszanych zewsząd przed narodzinami pierwszego syna, tak i tym razem… wszyscy mieli rację. 

Wystarczy, że to nasze kolejne dziecko się narodzi, spoglądamy na nie i od razu myślimy – Boże, jak ja Cię kocham! I to w sumie nic zaskakującego, bo już w interakcjach z brzuchem można rozwinąć jakieś uczucie do dziecka (kobietom pewnie przychodzi to naturalnie), więc ta nowa miłość rodzi się dosłownie i w przenośni. 

Ale szczerze mówiąc, na samym początku jakoś wewnętrznie rozgraniczałem tę miłość do Gutka, starszego syna i Józka – nowonarodzonego. Gdzieś z tyłu głowy miałem to, że z Józkiem dopiero tworzę tę relację, a z jego bratem rozwijam ją już od 3,5 roku. Nie mogę powiedzieć, że kochałem wtedy bardziej któregoś z synów, ale po prostu myślałem o nich trochę pod innym kątem. I tu wydaje się to również logiczne, bo przedszkolak i niemowlak różną się przecież potrzebami. 

RODZICIELSTWO EWOLUUJE

Moje obawy związane z tym, czy miłość faktycznie się mnoży, jak wspominali wcześniej znajomi, były również połączone z niepewnością w jaki sposób będę w stanie zająć się dwojgiem dzieci w taki sposób, aby nie zaniedbać żadnego z nich. Aby któregoś z nich nie faworyzować. I tu (nie wierzę, że jestem w tym jakiś wyjątkowy), okazuje się, że natura ludzka w jakiś sposób naturalnie przestawia nas w tryb “DWOJE DZIECI”. Nagle jesteś w stanie odnaleźć się w nowej roli i zorganizować swój czas tak, aby wszyscy byli zadowoleni. 

Początkowo jest to trochę operacja “na otwartym sercu”, ale finalnie, po jakimś czasie patrzysz na pierwsze dziecko, patrzysz na drugie dziecko i myślisz sobie: ciekawe jak to się stało – kocham ich tak samo mocno i poświęcam im tyle samo czasu i energii. 

Moje dzisiejsze ojcostwo, nie byłoby tym samym ojcostwem, gdyby nie pojawił się w naszym życiu Józek. Mam wrażenie, że dzięki temu, że swoją uwagę muszę skupiać na dwóch synach, zyskują oboje. Starszy, nie wspominając tu o darze rodzeństwa, otrzymuje moje bardziej dojrzałe zaangażowanie w jego dorastanie, młodszy zyskuje natomiast na tym, że nie jest “pierwszy”, a dzięki temu przynajmniej teoretycznie mogę popełnić mniej błędów niż przy jego bracie… 

Jestem pewien, że jeśli tylko znamy powagę roli, w której się znajdujemy jako rodzice, w naturalny sposób uczymy się podwójnego rodzicielstwa. Wszystkie dotychczasowe, “przednarodzinowe” obawy można wyrzucić do kosza w momencie, kiedy do swojego życia przyjmujesz kolejne życie, stworzone przez Was. Czysta natura, której nie oszukasz. Kolejne życie to kolejna miłość. Od pierwszego wejrzenia. 

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *