Fundamenty

Nie powiem Ci jak masz spędzić Święta

To nie będzie kolejny wpis o tym, jak powinieneś spędzić swoje święta. Ile rodzin, tyle autorskich scenariuszy. I pewnie każdy uważa, że jego sposób jest najlepszy.

Nie powiem Ci, że nie masz się skupiać przesadnie na prezentach. Sam nie kupuję dla żony pierwszej rzeczy z brzegu. Starannie wybieram, zastanawiam się, co będzie się jej podobało. Nie wspomnę też o tym, że wybór choinki to nie jest decyzja życiowa. Przecież  taka nieforemna, nieidealnie i tak spodoba się dziecku. Ale sam idę po choinkę, z myślą, żeby miała ok. 275 cm wysokości, bo chcę ją mieć do sufitu. I co z tego, że na dobrą sprawę to nie takie ważne, bo dla dziecka i tak każda choinka ma z 10 metrów. Albo i więcej. Nie powiem Ci, że uszka nie muszą być perfekcyjne, bo wiem jak pieczołowicie lepi je moja żona. Nie śmiem sugerować, że jedna zupa wystarczy, bo sami mamy w porywach cztery. No i żebyś się nie objadał, bo przecież sam to robię.

Świadomie czy bezmyślnie?

Ale mam jedno przemyślenie. Takie osobiste. Mimo całej otoczki, która tworzy “moje” Święta, staram się nie zapominać o dwóch najważniejszych rzeczach dla mnie – o Narodzeniu Pana i o mojej rodzinie. Bo jednak to jest dla mnie fundamentem Świąt. I nawet jeśli robię te wszystkie czynności, które są charakterystyczne dla tradycji chrześcijańskiej, mojej, rodzinnej – tak naprawdę chyba robię to wszystko jednak dla Niego i dla nich.

Ale, o co chodzi?

Oczywiście, że te uszka nie muszą być doskonałe i nie warto zawracać sobie głowy krzywizną ciasta. Oczywiście, że żona ucieszy się z każdej rzeczy (no dobra, przesadziłem)… Jasne, że choinka nie musi być dwumetrowa i idealnie foremna. Ale czy jest coś złego w tym, że tak się staramy? Czy jest coś złego w tym, że przykładamy tak dużą wagę do wielu rzeczy? Myślę, że… jest. Jeśli za czynami nie idzie myśl, tylko robimy to automatycznie, bo tak wypada, bo musimy, bo inaczej się nie da, to jest to jedynie pusta forma.  To świadomość, że ten czas to dodatkowa okazja do tego, żeby być bliżej Boga i jeszcze bliżej niż zazwyczaj rodziny, nadaje sensu tym wszystkim drobiazgom, na które składają się nasze Święta.

Nie rutyna, a piękny zwyczaj

Nie oszukujmy się, większość z nas potrzebuje zwyczajów i tradycji. Jesteśmy tylko ludźmi. Ciężko byłoby nam rzucić to wszystko, wyjechać na Hawaje i Boże Narodzenie spędzić na plaży z drinkiem w ręku. Choć z pewnością są osoby, które to kręci. W większości jednak chcemy się ładnie ubrać w Wigilię, chcemy, żeby wszystko wyszło perfekcyjnie, chociaż rzadko tak wychodzi.

Chcemy być z rodziną, sprawić naszym bliskim radość z prezentu, a sami też liczymy na jakiś podarunek. Mimo, że już nie piszemy listów do św. Mikołaja, to w głowie często odtwarzamy sobie obrazki z przeszłości. Pierogi lepione przez babcię, ojciec lub dziadek przebrany za Gwiazdora (dla niewtajemniczonych, w Poznaniu tak go nazywamy), wyglądanie pierwszej gwiazdki, pasterka. Jest wiele elementów składowych Świąt, które dla każdego znaczą co innego.

Powrót do przeszłości

Dla mnie to wyjątkowy czas. Czas, w którym wracają wspomnienia z dzieciństwa. Myśl o zmarłej mamie, dziadkach i wujku, który, pamiętam jak grywał na gitarze kolędę “Nie było miejsca dla Ciebie”. To czas, w którym słucham mojego ukochanego Weihnachtstoratorium, które śpiewałem z chórem w młodości. To czas kiedy nie wierzę już w świętego Mikołaja, ale nim jestem. To czas, kiedy mój syn rozpakowując prezent podskakuje do sufitu, tak jak ja pewnie podskakiwałbym gdyby ktoś kiedyś dał mi np. rower szosowy Trek Madone 9.0 (bagatela 20 tysięcy PLN). To czas na oddech. To czas dla Nas.

Nie powiem Ci jak masz spędzić Święta. To Twój czas i Twoje życie. Życzę Ci dobrego czasu. Ja Święta chcę wykorzystać, żeby docenić szczęście, które mam. Życie i rodzinę. Dzięki Niemu.

 

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *