Dziennik osobisty

Początek.

2. maja 2016. Godzina 18.50.
Pierwszy oddech prawie 4-kilogramowego Cudu, a zaraz potem przeszywające spojrzenie, które wydawało się mówić: “Eeej, o co chodzi, tak mi było ciepło, a teraz..? Ale w sumie… tu też jest dobrze :)”. Po 5 sekundach przytulony “skóra do skóry” do swojej mamy wyglądał podobnie jak ktoś, kto zziębnięty wrócił do domu, usiadł przy kominku i zatopił się w wełnianym kocu, dodatkowo ogrzewając ręce kubkiem z gorącą herbatą. Istny błogostan! Pierwszy donośny głos pojawił się, kiedy wyrwano go z objęć żony i przystąpiono do ważenia, mierzenia, oceniania itp.
Sam poród, czterogodzinny, przebiegł na tyle sprawnie i szybko (miałem odczucie, że trwało to 20 minut), że pierwsze słowa Ani po tym jak Gustek leżał już na jej piersi były takie: “To już po wszystkim? Naprawdę? Tak to mogę 5 dzieci urodzić!” Jestem za 🙂

Każdy ojciec i każda matka, kiedy po raz pierwszy zobaczą swoje dziecko na świecie pomyśli to samo: “Boże, jaki cudny/cudna!”. Oczywiście za nawet jednym słowem idzie przeogromna radość, którą trudno okiełznać. Kiedy dzwoniłem do taty, rodziców żony czy brata chyba jeszcze wszystko do mnie nie docierało. Zaczęło docierać po wyjściu ze szpitala. Wracając do domu opuściłem w samochodzie wszystkie szyby, otworzyłem szyberdach (najchętniej bym wystawił głowę na zewnątrz, ale trudno byłoby jednocześnie prowadzić) i zacząłem krzyczeć ze szczęścia. W radiu płyta Bacha, pasja wg św. Mateusza. Mimo, że uwielbiam, to trochę nie pasowała do okoliczności. Wyłączyłem. Razem z dźwiękiem 6 cylindrów, uśmiechem od ucha do ucha i pustym żołądkiem dotarłem do domu. Nalałem whisky, zapaliłem cygaro (no dobra, bądźmy szczerzy – cygaretkę), usiadłem na tarasie i odetchnąłem:

Jestem ojcem.  No to zaczynamy.

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *