Gadki tatki

Pozwól czasem dziecku zaliczyć glebę

W nocy, G. jak zwykle teleportował się do naszego łóżka. Magik po prostu. O 6.30 obudził nas skomlącym zawołaniem, które stanowiłoby mocną konkurencję dla ostatniego krzyku przed dekapitacją.

– Nie chce tu! – woła, jakby sam nie mógł wyjść z łóżka i zejść na dół.

No nic. Zwlekam się z łóżka i schodzę do salonu.

Po krótkiej (zdecydowanie zbyt krótkiej) chwili, potrzebnej na rozbudzenie dwuipółletniego człowieka, widzę w tych brązowych oczach błysk. I już wiem. Jakiś pomysł właśnie przeszedł krótką drogę z oka, przez włókna nerwowe do mózgu. Już się boję.

Nie mijają dwie minuty, a siedzę na podłodze. Wokół mnie garnki, chochla, drewniane łopatki i trochę wysuszonych liści krzewu Camellia sinensis. Połączenie wody, herbaty i liści orzecha przyniesionych chwilę wcześniej z ogrodu, tworzy papkę godną najlepszych salonów kosmetycznych. I chyba właśnie o tym pomyślał mój syn nakładając tę ekologiczną maseczkę na swoją (i moją!) twarz. Siedem garnków i ich otoczenie było naznaczone obecnością dziecka i jego wyobraźni. Mój syn, wsypując właśnie do garnka kolejną porcję herbaty wydaje polecenie: 

– Tato! Trzeba miesać! Miesać ciasto! 

Po 30 minutach mieszania ciasta herbacianego, któremu już zacząłem wymyślać nazwę, schodzi Anna. Zatrzymuje się w progu salonu. W jej oczach nie widzę błysku. Widzę natomiast złożony proces myślowy, który próbuje ogarnąć to, co zobaczyła. Podniesione brwi świadczą o lekkim zdziwieniu. W końcu otwiera usta i mówi:

– Ale tu bał… – gryzie się w język – Ale tu bardzo fajną zabawę widzę! Mogę się przyłączyć? 

Po chwili, już w trójkę, siedzimy na podłodze i kontynuujemy przygotowywanie ciasta. Z herbaty. 

Horror nasz powszedni

Jest coś takiego na placu zabaw, co powoduje, że mam gęsią skórkę. I nie są to ani biegające dzieci, ani ostre krawędzie zjeżdżalni, ani mama wchodząca do piaskownicy w szpilkach. Może mam pecha, ale za każdym razem kiedy tam przebywam, dochodzą do mnie komentarze, które w tym miejscu są tak potrzebne jak japonki w zimie. “Nie huśtaj się tak mocno!”, “Nie syp piasku do butów!”, “Wolniej z tej zjeżdżalni!”, “Nie biegaj!”, “Uważaj, bo spadniesz (np. z pierwszego stopnia schodów, zainstalowanego na przerażającej wysokości 18,5 cm)”, “Uważaj na palce!”. I tak dalej, i tak dalej. 

Naprawdę mógłbym wymienić tu przynajmniej 50 podobnych tekstów, których autorami troskliwi opiekunowie, zaniepokojeni, jak sądzę, o los swoich pociech. Ale umówmy się, to nie troska. To próba narzucenia naszej wizji zabawy. To, że mamy ciarki na myśl o piasku w butach, wcale nie znaczy, że dziecko myśli podobnie. Chyba jednak na wyrost martwimy się, aby nie stała im się krzywda w tym szalenie “niebezpiecznym” świecie jaki ich otacza. W końcu plac zabaw to nie Jurassic Park.

Z resztą nie chodzi tu tylko o plac zabaw. To samo tyczy się zachowania w domu czy w innych miejscach. “Nie bierz, bo rozsypiesz!”, “Uważaj, bo się pobrudzisz!”. Błagam. W kultowym polskim filmie, “Chłopaki nie płaczą”, ktoś powiedział, że “polskim gangsterom brakuje luzu”. Ja myślę, że bardziej niż gangsterom, bardzo często tego luzu brakuje rodzicom.

NIE dla samowolki

Żeby była jasność. Daleko mi do bezstresowego wychowania. To robienie dziecku strasznej krzywdy. Reguły to nieodłączna część życia. Jeśli wychowamy dziecko w świadomości, że wszystko może, wyrośnie na egocentryka nie radzącego sobie później z problemami.

Dlatego nie można akceptować zachowań niebezpiecznych, nierozsądnych albo po prostu złych, np. wobec drugiej osoby. Wchodzenie na stół, przebieganie przez jezdnię na czerwonym świetle, rzucanie jedzeniem, piaskiem po oczach czy rysowanie śrubokrętem po karoserii – temu mówimy stanowcze NIE. To powinno być oczywiste jak to, że po nocy przychodzi dzień. Dziecko powinno wiedzieć, gdzie są granice rozsądku. Co można, a czego nie.

TAK dla bycia dzieckiem

A teraz odpowiedzmy sobie co się stanie, kiedy dziecko wyjdzie z piaskownicy z kilogramem piasku w butach, spadnie ze niskiego schodka, pobrudzi spodnie (żeby przetestować skuteczność Viziru) albo wpadnie na pomysł, żeby wyciągnąć garnki i mieszać w nich herbatę, jak mój syn.

NIC.

Nic się stanie, a jednocześnie wszystko się stanie. Dla Ciebie to tylko piasek, dla niego to morze możliwości. Dla Ciebie to brudne spodnie, dla niego efekt eksploracji placu zabaw i jego tajemnic. Takie rzeczy nie zrobią mu krzywdy, a wzbogacą go o doświadczenia, z których potem będzie mógł wyciągnąć wnioski. Które powoli będą budować jego świat. Starajmy się pokazać dzieciom świat oparty nie na bezsensownych zakazach i nakazach, tylko świat oparty na rozsądku, mądrym doświadczeniu i wzajemnym szacunku.

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *