Fundamenty

Projekt dziecko – popularny sposób na rodzicielską porażkę

Razem z żoną mamy już cały plan na nasze dziecko. Ma dopiero kilka lat i już mówi w trzech językach. Oczywiście narazie poziom A1, ale myślę, że jeszcze trochę i będzie mówić płynnie. Już wiemy do jakiej szkoły prywatnej pójdzie i jakie zagraniczne studia wybierze. No bo przecież najważniejsze, żeby odniósł w życiu sukces. Był bogaty i niezależny.

Mniej więcej w ten sposób opowiadał o swoim synu dość znany w Polsce coach, na którego nie ukrywam, mam alergię. Nie wymieniając z nazwiska, po prostu jest facet (a sądzę, że jak kraj długi i szeroki znajdzie się taki nie jeden) który uważa, cytując dosłownie, że “dziecko to projekt”, do którego trzeba podejść podobnie jak do innych zadań w życiu, niczym w korporacji. O ile osobiście sam pisałem o tym, że ojcostwo jest swego rodzaju najważniejszą “karierą” w życiu faceta, o tyle spychanie dziecka do roli przedmiotowego projektu, który można w małych szczegółach zaplanować, zrobić makietę, scenariusz, a potem powoli wdrażać w życie jest pomysłem chybionym.

Produkt najwyższej jakości.

Zastanawiam się jednak, co mają w głowie osoby, które ledwo zapisały dzieci do szkoły podstawowej, a już mają dokładnie ustalone w swoim mózgu (a może nawet na papierze, znając życie) co, gdzie, jak, kiedy. Jaki będzie następny krok tego dziecka. Niczym na linii produkcyjnej – cyk, pss, cyk, pstryk, ziuuuu, opakowanie, strech, paleta i wychodzi gotowy produkt pod marką – Dziecko Idealne. Oczywiście idealne tylko w wyobrażeniach rodziców, którzy swoimi ambicjami po prostu niszczą życie swoich dzieci.

Do tego dochodzą dodatkowe zajęcia pozalekcyjne: fortepian, szachy, karate i koniecznie angielski z native speakerem. Musi być najlepiej, najwięcej i najlepszej jakości. Wszystko zgodnie ze swoimi marzeniami o mądrym i turbointeligentnym dziecku, o którym w przyszłości będziemy czytać w encyklopediach. A jednocześnie wszystko bardzo często wbrew swoim dzieciom.

“Nie ma dzieci, są ludzie”

Kim tak naprawdę jest dziecko? Osoby, które cechuje postawa opisana wcześniej zapominają o jednym najważniejszym fakcie – dziecko to nie też, ale PRZEDE WSZYSTKIM człowiek. Osobna jednostka, indywidualność. Powstała z nas, ale jest oddzielnym i niezależnym istnieniem, które być może jest niesamowicie zdolne, ambitne i mądre jednak na swój własny sposób. Nigdy nie będzie chciało dokładnie tego samego co my, mimo, że w wielu kwestiach jesteśmy do siebie tak podobni. Może to nielogiczne, kiedy to piszę, ale doskonale wiesz o czym mówię. Szczepmy w dzieciach wartości, którymi będą kierować się w swoim życiu., jednie nie planujmy im życia. Organizowanie życia dziecku wg ustalonego przez nas z góry scenariusza jest przejawem troski o ich przyszłość? To troska czysto egoistyczna, o niezaspokojone ambicje.

Taka postawa często łączy się z kultem pieniędzy i przeświadczeniem, że to one naprawdę dają w życiu szczęście. Że bez ich nadmiaru nasze życie byłoby puste i bezwartościowe. Życiowy cel – być bogatym.

W pogoni za szczęściem

W moim synu, który niebawem skończy trzy lata, widzę wiele podobieństw do mnie lub do żony. Jest absolutną mieszanką. Z jednej strony introwertyk, z drugiej kiedy trzeba – gość z charakterem. Nie mam pojęcia jaki zawód wybierze, czy będzie lubił sport jak ja, czy będzie pochłaniał książki jak żona, będzie śpiewał w chórze czy może tańczył w balecie. Może to górnolotnie zabrzmi, ale w tym ciężkim zadaniu jakim jest rodzicielstwo pragnę, żeby był szczęśliwy w tym co robi. Po prostu. Żeby nie musiał w wieku 40 lat pewnego dnia obudzić się w biurze jakiejś warszawskiej korporacji i stwierdzić: “Cholera, to zupełnie nie jest to co chcę robić! Tak naprawdę wszystko, co do tej pory zrobiłem w życiu było pod dyktando rodziców!”. Totalnie wbrew potrzebom, umiejętnością i talentom, które powinien w sobie rozwijać.

Nie mam jeszcze nastoletniego syna, nie wiem co to są problemy z dojrzewaniem. Pewnie jeszcze mało wiem o ojcostwie, ale codziennie się uczę. Póki co mam świadomość, że mój syn to najważniejszy facet w moim życiu, dla którego zrobiłbym wszystko, ale właśnie – DLA NIEGO. Nie dla siebie. Czasem możemy mylnie twierdzić, że coś może być dla naszego dziecka dobre, odpowiednie. A może się potem okazać, że to zupełnie niewłaściwa dla nich ścieżka. Odstawmy swoje ambicje na bok i pozwólmy dzieciom rozwijać się zgodnie z ICH możliwościami, talentami i pragnieniami. Trzeba uwierzyć w to, że one mają swoją drogę, na której będą szczęśliwi. Pewnie bardzo często trudno będzie nam zrozumieć ich wizję rozwoju, ale to przecież ich życie i ich świat, czyż nie?

 

 

___________________________________________________

Jeśli spodobał się Tobie ten tekst, będzie mi niezmiernie miło, jeśli udostępnisz go gdzieś za pośrednictwem mediów społecznościowych! Dzięki !

A jeśli jesteś tu pierwszy raz to wpadnij i zostaw lajka również na stronie na FB – KLIK ! Dzięki!

Zapraszam również do poprzednich wpisów, np.:

JAK RADZIĆ SOBIE Z KOBIETĄ W CIĄŻY. PORADNIK DLA FACETÓW

JAK DZIECKO ZMIENIA LUDZI. 12 PRZYKŁADÓW Z ŻYCIA WZIĘTYCH. 

 MOJA ŻONA SIEDZI W DOMU Z DZIECKIEM I NIC NIE ROBI! 

i wielu innych!

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *