Dziennik osobisty, Fundamenty

Przeżyj. Ciesz się. Zapisz. Powtórz.

Niedziela, 6.38. Cudowny czas, kiedy słońce powoli przedziera się przez okno i zaprasza do kolejnego dnia. Budzi mnie mały palec wbijany między łopatkę a kręgosłup. Udaję, że śpię. Czasami, częściej jednak w nocy niż rano, taka przebiegła postawa daje nadzieję, że młody osobnik po wypiciu wody pójdzie spać dalej. Jednak nie tym razem. Słyszę G., który siedzi (raczej już nie leży) pomiędzy mną a żoną i wypowiada zdanie w trybie oznajmującym:

“Tata pi.” (w domyśle: “śpi”, bo jakoś nie może jeszcze połączyć tych spółgłosek).

Po 8 sekundach, słyszę gramolenie się w kierunku żony i podobne zdanie:

“Mama pi.”.

Kropka.

Gwarantuję, że dokładnie można było usłyszeć tę kropkę. Jakby głośne zastanowienie się “co dalej w takim razie?”. Rodzice śpią (Skandal, jakie to dziwne, że jeszcze śpią o tej porze!) i co robić? Po kolejnych sekundach słyszę kolejne cudowne słowa wypowiadane w kierunku żony, które potwierdzają, że mój syn gra moim teamie:

“Mama! Tata pi!”

Niestety “mama”, w tym samym momencie solidnie ciągnięta za wargę nie była już tak łaskawa jak syn i nie miała skrupułów, żeby odbić piłeczkę: “Gusiek, jak chcesz wstać to porozmawiaj z tatą, dzisiaj jest jego kolej!”. Jak usłyszał tak zrobił. Ciągnięcie za rękę, łaskotanie stóp albo wchodzenie na głowę skutecznie wyciągają z łóżka nawet niedźwiedzia.

Schodząc powoli po schodach zeszliśmy do salonu, a po chwili z ust 22-miesięcznego mężczyzny, symultanicznie podnoszącego rękę z palcem wskazującym kuchnię, wyskoczyły słowa – “MNIAM, MNIAM!!”. A w oczach Gustawa widziałem Leonidasa krzyczącego “This is Sparta!!”…

_____________________________________

 

         Nie przestaje mnie zaskakiwać fakt, wydawałoby się, że dość oczywisty, że każdego dnia dziecko się zmienia. Rozwija się wręcz z prędkością światła. Tak dużo rozumie, co raz więcej mówi, a mimiką i gestami próbuje nas naśladować. Jeszcze dwa dni temu nie mówił nawet “śpi”, dziś już tworzy zdania. Dwa tygodnie temu ciągnął za nogę i prowadził milcząco do miejsca x, a dziś oprócz tego słyszysz wyraźne “choś!” (chodź!). Rok temu dopiero raczkował, dziś nie możesz go dogonić. Czasami boję się, że ani się obejrzę, a G. będzie już zdawał maturę. Czy to dzieci tak szybko rosną, czy po prostu czas jest bezlitosny i z biegiem lat przyspiesza? Niekiedy mam wrażenie, że życie biegnie niczym Usain Bolt po złoto. Szybko, najszybciej, nie oglądając się na nikogo. Byle do mety. Dzień, tydzień, miesiąc, rok. Kolejny rok. I dwa. A potem patrzysz – trzecia rocznica ślubu. Trach. Drugie urodziny syna. Trach. Kolejny rok w pracy. Trach. Kolejne urodziny. Trach. I tak dalej, i tak dalej…

     Dlatego, kiedy G. budzi mnie o 6.30 rano (i tak obecnie jest bardzo łaskawy), z jednej strony chciałbym zostać w łóżku, odwrócić się na drugi bok i dalej chrapać, ale z drugiej strony szybko pojawia się ta myśl: “Okazji do wyspania się, będę miał jeszcze dużo, a Gusiek taki mały będzie tylko raz…”. Pewnie tylko teraz przez 25 minut po pobudce tuli się do mnie i nie chce schodzić na podłogę. Pewnie tylko teraz bierze pod pachę swojego pluszowego psa z Ikei i głaszcze go po głowie mówiąc “ajaaa, ajaaa”. Pewnie tylko teraz nasiona dla ptaków stojące przy oknie to “ko-ko mniam mniam”. Pewnie tylko teraz wyglądając przez szybę na ogród mówi “nie ma hau hau!”. I tylko teraz siada na ręczniku papierowym XXL i krzyczy “brum, brum!”, wyciągając rękę, żeby go pociągnąć na tym genialnym “jeżdżącym” wynalazku.  Dlatego codziennie rano wstaję z łóżka i próbuję zapisać w głowie te momenty. Momenty cenniejsze niż złoto, a już na pewno niż bitcoin!

       Nigdzie przenigdzie na świecie nie zapłacisz za to kartą MasterCard. Możesz to kupić jedynie za najcenniejszą walutę, której kurs rośnie z każdym rokiem naszego życia, a Ty dobrze już wiesz, że tą walutą jest  –

CZAS.

Mam nadzieję, że go nie zmarnuję.

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *