Fundamenty

Rodzicielska pułapka, czyli o jeden krok za daleko

Są takie chwile, kiedy z zaskoczenia zamieram. Przez chwilę nie mogę dojść do siebie, kilkukrotnie szczypiąc policzek, sprawdzam czy to co zobaczyłem przed chwilą naprawdę się wydarzyło. Niedawno taką reakcję wywołał u mnie widok ojca, trochę po czterdziestce, który niczym prowadząc niesfornego pieska, trzymał w ręce półmetrową smycz przyczepioną do…. pleców swojego dwuletniego syna. Jak myślicie, gdzie miało to miejsce? Na ruchliwej przecznicy wielkiego miasta?  A może tuż przy krawędzi stromego zbocza? 

Założę się, że nie pomyśleliście, że było to w… lesie. Gdzie jak nie tu, dziecko ma stworzone pole do popisu dla kreatywnej eksploracji świata? Jeśli chodzi o niebezpieczeństwa, to “krzywda” może się stać jedynie wtedy, gdy potknie się o wystający z ziemi korzeń. W tamtej chwili pomyślałem – boję się tego gościa. To jest przerażające i  nienormalne. 

Przekraczać granice zdrowego rozsądku

O ile sam wynalazek użyty przez tego ojca jest mocno kontrowersyjny, o tyle mogę go zrozumieć jedynie w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z naprawdę niebezpiecznym otoczeniem czy ogromnym tłumem. Jednak jeśli chodzi o las… Pozostawię to bez komentarza. Może mam szczęście, że mój syn raczej nie robi nagłych ruchów (jest zwykle ostrożny niczym saper) bo z pewnością są dzieci, nad którymi ciężko zapanować. To oczywiste, że chcemy dla nich najlepiej, zadbać o to, żeby np. nie wybiegły na ulicę. Ale czy w tej swojej wielkiej potrzebie ochrony,  nie posuwamy się w pewnym momencie o tytułowy krok za daleko? 

Żałuję, że nie zapytałem tego taty gdzie jest to zagrożenie, przed którym broni swojego syna w tym straszliwym lesie. Z jednej strony byłem ciekaw odpowiedzi, z drugiej trochę jej się bałem. Bo sytuacja była dla mnie tak mocno szokująca, że sam nie byłem pewien czego się po nim spodziewać.

Kontrola nad rozwojem czy bezpieczeństwem dziecka może w pewnym momencie przekroczyć granicę zdrowego rozsądku. Podejrzewam, że tak było w tym przypadku. Ojciec teoretycznie chciał dla dziecka dobrze, ale zapomniał, że pociąganie za krótki sznurek i komendy stój, poczekaj, nie idź tam to nie jest naturalny grunt, na którym maluch będzie w stanie prawidłowo się rozwijać. To jasne, że Twoje dziecko potrzebuje wsparcia, ale nie potrzebuje klosza! 

Nie pobrudź się!

Podobnie jest w sytuacji, która zdarza się nader często. Nie przy wytwornej kolacji w gwiazdkowej restauracji, ale w zaciszu domowym czy na parkowej łące. Jak często słyszałeś komunikaty wypowiadane z ust rodziców, którzy zanim dziecko jeszcze polizało loda krzyczeli z niepokojem: uważaj! nie pobrudź się! Czy tylko ja widziałem sceny kiedy przedszkolak był pouczany przez mamę co chwilę podczas jedzenia? To nie jest też tak, że powinniśmy dziecko zostawić samopas i hulaj dusza piekła nie ma. Ale błagam nie dopuszczajmy do sytuacji, w której chęć dosłownie sterowania dzieckiem, przysłania nam to, co w istocie jest tutaj najważniejsze. Dziecko będzie brudne… I co z tego?

Wyobrażasz sobie wiecznie czystego, grzecznego i pokornego malucha? Mnie osobiście taka wizja przeraża.

O tym jak ważne jest to, żeby “pozwolić dziecku zaliczyć glebę” pisałem już w jednym z poprzednich wpisów. Ale dziś piszę przede wszystkim o tym, żeby nie zatracić się w tych rzeczach, które z pozoru wydają nam się oczywiste. Bo w pewnym momencie sami wpadamy w pułapkę, z której z jednej strony trudno wyjść, a z drugiej strony – często tak naprawdę nawet nie wiemy, że w nią wpadliśmy. 

Wszyscy popełniamy błędy

Z mojego doświadczenia wiem, że dziecko jest jak plastelina. Naszymi decyzjami możemy konkretnie wpływać na jego zachowanie, a nawet potrzeby. Jeśli każdego dnia zamiast śniadania będziemy podawać tabliczkę czekolady, założę się, że w pewnym momencie nasza pociecha się do tego przyzwyczai. Co więcej, będzie się tego domagać i przekonywać, że tego potrzebuje. Teraz widzę, że na podobnej zasadzie sam popełniłem kilka błędów. Ale finalnie uważam, że na nich właśnie budujemy potem świadome i mądre rodzicielstwo. Z jednym zastrzeżeniem – wyciągamy wnioski. To konieczność.

Moje ojcowskie pułapki, w które wpadłem to np. zbyt długi okres, gdy usypiałem syna na rękach oraz zbyt częste noszenie  już prawie trzylatka, kiedy naprawdę NIE BYŁO takiej potrzeby. To jednak zobaczyłem zbyt późno, bo podobnie jak ojciec ze smyczą, zbyt długo myślałem, że jest to mojemu synowi potrzebne. Że tak będzie dla niego lepiej. Bo będzie czuł moją miłość i bliskość. Z perspektywy czasu może w ten sposób chciałem nadrobić godziny spędzone w pracy? Jednak zamiast mu pomagać, chyba jednak zamykałem na świat w bezpiecznych  ojcowskich ramionach . Przezwyciężyłem te słabości. Gdyż przełomowym momentem musi być ta chwila, w której spojrzysz w lustro i powiesz do siebie – TAK, to jest błąd, muszę nad tym popracować.

 

______________________________________________

Jeśli spodobał się Tobie ten tekst, będę wdzięczny, jeśli:
UDOSTĘPNISZ ALBO POŚLESZ W ŚWIAT W INNY SPOSÓB 🙂
A jeśli jesteś tu pierwszy raz to wpadnij i zostaw lajka również na stronie na FB – KLIK !
Zapraszam do ostatnich wpisów:
 DLACZEGO PRAWDZIWY FACET NIE POWINIEN POMAGAĆ KOBIECIE PRZY DZIECKU?
MATKA – CZŁOWIEK Z ŻELAZA
ŻYCIE PRZED DZIECKIEM. 5 RZECZY ZA KTÓRYMI TĘSKNIĘ
 6 ZDAŃ, KTÓRE WARTO MÓWIĆ DZIECIOM
z ojcowskim pozdrowieniem!

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *