Gadki tatki

Rodzicielstwo vol. 2, czyli kiedy pojawia się drugie dziecko

Czekam w pokoju 4 x 4 m. W środku mała czerwona kanapa, umywalka, czajnik i mikrofalówka. Na drzwiach napis – “POKÓJ OJCÓW”.  Drepczę niecierpliwie w miejscu, popiskując co chwilę butami na nowiutkiej wykładzinie PCV. Po kilkunastu minutach słyszę na korytarzu płacz noworodka. Zupełnie jakbym słyszał mojego pierworodnego. Wychylam głowę z pomieszczenia i widzę położną zmierzającą do mnie z łóżeczkiem na kółkach, a w nim mój drugi, ponad 4 kilogramowy syn. Wspomniałem jej wcześniej, że tak szybko jak to możliwe chcę kangurować, więc zmierzamy do właściwego pomieszczenia. Rozpinam koszulę i otrzymuję na klatkę skulonego noworodka. Przykrywam go kocykiem i czuję jego bicie serce na swojej skórze. Ten moment – skóra do skóry – sprawia, że nowa miłość wchodzi w Ciebie jak z płatka. W jednej chwili dochodzi do mnie, że nie kocham już nad życie tylko żony i starszego syna, ale również tego małego niewinnego chłopca o imieniu Józef. 

 

Nie będę  udawał oświeconego tatusia, który pozjadał wszystkie rozumy i wie już dokładnie czym różni się pojedyncze i podwójne rodzicielstwo. Ale skoro od pojawiania się na świecie mojego drugiego syna minęło już kilkanaście dób, to czuję, że powoli, “jak wół ociężale”, wchodzę na nowe tory ojcostwa, po których ciągnę już nie jednego, a dwóch facetów. Możliwe, że przyszłych mężów i ojców. I mam już pewne spostrzeżenia odnośnie do tej nowej drogi. 

MIŁOŚĆ SIĘ MNOŻY

Miałem kilka rzeczy, o których pisałem w jednym z poprzednich wpisów, a które niepokoiły mnie przed narodzinami drugiego dziecka. Między innymi zastanawiałem się mocno jak będzie wyglądała miłość do drugiego syna. Obawy były oczywiście bezpodstawne, bo sprawdziło się to o czym mówiło mi wcześniej wiele osób – miłość się po prostu mnoży. Masz  po prostu dodatkowo jedną osobę do kochania i martwienia się o nią. Ta miłość już od pierwszego wejrzenia staje się tak oczywista jak to, że za chwilę znów czekają Cię nieprzespane noce. 

Patrzę na Józka i widzę w nim dużo podobieństw do jego brata w tym wieku, ale i wiele różnic. Spoglądam na niego z tym samym zachwytem, z jakim patrzyłem na Gutka, jednak z tą różnicą, że przy pierwszym dziecku dochodzi jeszcze aspekt nowej roli, w którą właśnie wchodzisz. Roli ojca. I oprócz nowej miłości, musisz ogarnąć jeszcze TĘ nową życiową rolę. Jak ważna jest to rola dochodzi do Ciebie dopiero po jakimś czasie. 

Jako, że planujemy mieć więcej dzieci, jestem już teraz spokojny, że kolejny syn lub córka to będzie kolejna miłość, a nie kolejna niewiadoma.

WIĘCEJ I MNIEJ 

Przez ostatnie 14 dni, kiedy jestem w domu razem z żoną i synami, zdążyłem zauważyć, że o ile przybyło więcej obowiązków, na które byliśmy przecież w pełni gotowi, to zdecydowanie ubyło stresu. Przy pierwszym synu wszystko było dla nas nowe, każda drobna rzecz była analizowana na siedemset różnych przypadków. A finalnie i tak, jak się potem okazywało, często popełnialiśmy błędy. Dziś wiemy czego się spodziewać, bezsenna noc nas nie zaskakuje. Ba, kiedy Józek przesypia kilka godzin ciągiem jesteśmy dopiero zaskoczeni. Pewnie schody zaczną się, kiedy pojawią się pierwsze wrogie interakcje pomiędzy braćmi. Wtedy będziemy się martwić. 

Oczywiście, to krótki czas, przed nami całe życie, które przyniesie więcej trosk. Ale już ten początek zwiastuje jak zupełnie inaczej będziemy realizować nasze rodzicielstwo i jak wiele wyzwań jeszcze przed nami. Ja sam czuję wewnętrznie, bardzo mocno, że to drugie dziecko było potrzebne nie tylko mojemu starszemu synowi, ale i mnie, a dokładniej mówiąc mojemu ojcostwu. 

Już dziś widzę, że bardziej dojrzale podchodzę do relacji z Gutkiem. Przy mojej osobowości, podejrzewam, że łatwo mógłbym go w pewien sposób zagłaskać. Dziś wiem, że będzie to mocno utrudnione, bo nie jest już jedynakiem, rodzina się powiększyła i wszyscy razem musimy się nauczyć żyć w większym gronie.

UZUPEŁNIENIE, NIE PRZEPEŁNIENIE 

Józek, od pierwszego dnia, kiedy przekroczył próg naszego domu, stał się oczywistym członkiem naszej rodziny. Tak jakby był kolejnym brakującym puzzlem układanki pt. “Rodzina”, który bardzo chcesz dołączyć do pozostałych części. 

Nie traktuję moich  dzieci, jako osób, z powodu których odebrana zostaje mi “wolność i niezależność”, a czas wolny skurczony do minimum. Oczywiście, zdecydowanie większa zmiana w życiu następuje w momencie, kiedy PO RAZ PIERWSZY zostajesz rodzicem. Bo nagle, z beztroskiego, totalnie wolnego trybu życia wchodzisz w rolę, gdzie tak naprawdę to nie Ty decydujesz, co będziesz robił, ale w pewien sposób dzieje się to pod dyktando dziecka. Jednak dla mnie to bardzo naturalna zmiana trybu życia. Przecież to tak naprawdę tylko taki krótki etap i wiem, że zanim się obejrzę, będzie mi przykro, że synowie wolą pograć w piłkę z kolegami niż poczytać ze mną książeczkę na dywanie 😉

Przy drugim potomku oczywiste obowiązki jak kąpanie, usypianie, czytanie czy karmienie podwajają się, ale przecież już wcześniej te czynności były stałą w życiu, więc mnie to nie przeraża. Jeśli planujemy z żoną większą rodzinę, to wydaje mi się, że jesteśmy przygotowani na to, że nie będzie nam wygodnie przez jakiś czas. 

#MAMCEL

Z moim pragnieniem wielodzietnej rodziny jest zupełnie jak z amatorem triathlonu, który marzy o tym, żeby wystartować w Mistrzostwach Świata na Hawajach na dystansie IronMana. Doskonale zdaje on sobie sprawę, że będzie trudno, że przygotowania do tych zawodów zajmą wiele miesięcy, może lat, a same treningi kilkadziesiąt godzin tygodniowo. Że będzie ból, pot, krew i łzy. Że tak naprawdę nie wie na co się pisze. Ale potem na hawajskiej mecie w Kailua-Kona nie znajdziesz szczęśliwszego człowieka na świecie. A drogę, którą przeszedłeś do tego CELU, będziesz wspominał do końca życia. 

Podobnie myślę o RODZINIE, która właśnie się powiększyła i mam nadzieję, że jeszcze się rozrośnie. Wiem, że będzie ciężko, ale na końcu i tak czeka to WIELKIE SZCZĘŚCIE. 

 

______________________________________________

Jeśli jesteś tu pierwszy raz to wpadnij i zostaw lajka również na stronie na FB – KLIK !

INNE TEKSTY

 MOJA ŻONA SIEDZI W DOMU Z DZIECKIEM I NIC NIE ROBI

SAMOTNE RODZICIELSTWO, czyli rodzicielstwo LEVEL HARD

Rodzicu, TO minie! Czyli nadzieja dla młodych adeptów rodzicielstwa

 DLACZEGO PRAWDZIWY FACET NIE POWINIEN POMAGAĆ KOBIECIE PRZY DZIECKU?

PAPIEROSY, CZYLI JAK POWOLUTKU ZABIĆ WŁASNE DZIECI

z ojcowskim pozdrowieniem!

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *