Fundamenty

Rodzina vs. Praca. Czy to możliwe, żeby znaleźć równowagę?

Pędzimy. Gonimy. Zdawałoby się, że przed czymś uciekamy. Zatrzymajmy się na chwilę. Czym tak naprawdę żyjemy? Pracą czy rodziną? A może nie mamy czasu, żeby się nawet nad tym zastanowić?

Wg badań Eurostatu, Polacy są jednym z najbardziej przepracowanych narodów w UE. Przeciętna ilość godzin, odliczając urlopy, dni wolne od pracy oraz zwolnienia chorobowe którą rocznie spędzamy w biurze to 1784h. Od średniej europejskiej odstajemy  o ponad 200h!  Dlaczego o tym piszę? Bo te 200h to bezcenny czas, który moglibyśmy spędzić ze swoimi bliskimi. To codziennie dodatkowe kilkadziesiąt minut, które w morzu dziecięcych potrzeb bliskości mogą okazać się ogromną dawką energii wymazującej z małych umysłów pytanie:  “Tato, dlaczego tak długo pracujesz?”. Nawet przy założeniu, że pracujesz równo 8 godzin, nie ma Cię w domu 9-10h, w zależności jak daleko musisz dojechać. Ile zostaje dla rodziny? Dzieci chodzą spać różnie, ale zazwyczaj wczesnym wieczorem. Zobacz teraz sam jak “olbrzymia” ilość czasu pozostaje do dyspozycji. Rachunek jest prosty i ten pojedynek wygrywa praca.

Nie wspominam o przypadkach, które niestety są na porządku dziennym w dzisiejszym świecie korporacyjnej otchłani, kiedy to ojciec pracuje od 8 do 20, widując swoje dzieci tylko przelotnie rano oraz w weekendy.  Umówmy się – zbudowanie głębokiej relacji z dzieckiem może być w takim wypadku bardzo utrudnione. Powszechna w dużych firmach tolerancja na nadgodziny, które powoli stają się tak oczywiste jak dla szwedów FIKA* sprawia, że sami  zaciskamy sobie pętlę na szyi.

To, co najważniejsze

Może warto byłoby ustalić sobie priorytety. Zastanowić się co jest dla nas ważne i czy naprawdę musimy pracować więcej? Myślę, że często godzimy się na taki układ, ponieważ łączy się to z większą pensją czy z szansą na awans za x lat albo po prostu jesteśmy tak bardzo zaangażowani w swoją pracę, że przysłania ona nam to co najważniejsze. Czy lepsze auto, droższa kurtka czy wakacje na Teneryfie warte są swojej ceny, jeśli realizacja tych celów wiąże się praktycznie z nieobecnością jednego z rodziców w życiu codziennym rodziny? Nie proponuję, abyśmy wszyscy masowo rzucali swoją dobrą pracę i przerzucili się na minimalną pensję tylko po to, żeby pracować mniej  i więcej czasu spędzać w domu, bo nie tędy droga. Rozwój zawodowy odgrywa ogromną rolę w życiu człowieka, nie można o tym zapominać, jednak chciałbym abyśmy znaleźli gdzieś złoty środek i zachowali zdrowy rozsądek. O ile to możliwe, myślę, że warto dążyć do tego, aby obowiązki służbowe były narzędziem naszej samorealizacji i zapewnieniem godnego utrzymania dla rodziny, ale aby jednocześnie nie wpływały negatywnie na nasze relacje z naszymi najbliższymi.  Na swoim przykładzie, mogę zapewnić, że zdecydowanie jest to możliwe.

Łapanie dodatkowych minut

Jeśli jesteśmy w sytuacji, kiedy każda chwila jest dla nas ważna, zastanówmy się co zrobić, aby wzbogacić się o dodatkową porcję czasu.

Warte przemyślenia:

  • dojazd do pracy – wybierzmy najszybszą opcję w zależności gdzie pracujemy: jeśli w centrum dużego miasta – polecam rower, a w stolicy metro. Zapomnijmy o samochodzie, który w tym wypadku jest może najwygodniejszym (czy na pewno?), ale jednak najwolniejszym środkiem transportu. Z doświadczenia wiem, że np. w Poznaniu nie jestem w stanie być w domu szybciej korzystając z innego środka transportu niż dwa kółka.
  • dodatkowe obowiązki – jeśli mamy coś do załatwienia po pracy, przemyślmy czy nie można tego zrobić wieczorem, kiedy dzieci już smacznie chrapią (oczywiście, nie zawsze się da)
  • hobby – umówmy się, każdy potrzebuje chwili dla siebie. Jeśli jednak mamy wybór, załóżmy sobie, że na basen, siłownię czy rower z zasady przeznaczamy późny wieczór.

 

Czy warto? Jedyny koszt jaki ponosimy to zmiana swoich przyzwyczajeń, a można potraktować to jak długoterminową inwestycję, która zaowocuje wypracowywaną przez lata bliskością i mocną więzią.  Możemy kupować dzieciom najlepsze zabawki, najładniejsze ubrania, najnowsze gadżety i co tylko sobie zamarzą. Prędzej czy później zabawki się zepsują, ubrania zniszczą a gadżety zestarzeją. A może zamiast tych wszystkich atrakcji, dla realizacji których niektórzy zostają w pracy do późnego wieczora,  warto by dać dziecku najbardziej cenny prezent na świecie – nasz CZAS?

 

____________________________________________________________________________________

*  FIKA – tradycyjna przerwa na kawę o randze instytucji społecznej

 

Bibliografia:

https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/polacy-pracoholicy-europy/

Comments

comments

czytaj również...

3 Comments

  1. edyta says:

    Bardzo ważne wskazówki 🙂 Właściwe zarządzanie czasem nie jednemu ułatwiło życie 🙂

  2. Co chwila nachodzą mnie takie myśli, że całe życie spędzamy w pracy goniąc nie wiadomo za czym i pracując na bliżej nieokreśloną przyszłość. A to prawdziwe życie, to co najważniejsze dzieje się TERAZ. To straszne, kiedy uświadomimy sobie, że to mityczne “kiedyś” to będzie nasza starość, czyli będzie już za późno na pełne życie… Wiem, łatwo się mówi, gorzej z realizacją, ale to łapane momentów, o którym piszesz na końcu to pierwszy krok w dobrą stronę 🙂

  3. Bardzo ważny temat! Dzisiejszy świat to jeden wielki wyścig szczurów, dodatkowo wszelakie media staraja sie nam wmowic, ze to norma i ze tak jest OK, ze inaczej sie nie da.
    Z tego wyścigu można się wyrwać! Najtrudniejszy pierwszy krok! Pisze to z doświadczenia! Przez kilka lat przed narodzinami córki pracowałam na cały etat i dodatkowo prowadziłam bardzo dochodowa ale pochłaniajaca kazda wolna minute mojego zycia dzialalnosc gospodarcza.
    Gdy corka sie urodzila biznes zawiesilam, a nastepnie zamknelam. Z maluchem nie dalo sie juz na tych samych obrotach, wygrały priorytety. Gdy corka miala rok wrocilam do pracy na pelen etat – 5 dni w tygodniu. Przez pierwszy rok mala opiekowala sie moja siostra, potem przyszedl czas na placowke. Odprowadzalam ja do przedszkola sluchalam jak placze i tez ryczalam tylko ze z drugiej strony drzwi. Po kolejnym roku dostalam propozycje sluzbowego wyjazdu na 7 mc do Chorwacji. To zmienilo moje podejscie do zycia. Zobaczylam ze mozna zyc wolniej niz przywyklam do tego w Londynie. 7 miesiecy po powrocie z Chorwacji przeszlam na 1/2 etatu. Pracuje 2-3 dni I nastepnie mam 5-6 dni wolnego. Corka ma dzis 7 lat, jest w edukacji domowej. Kazdy dzien to teraz dla nas nowa przygoda, ponownie kocham poniedzialki. I Wam tez tego zycze! Najtrudniejszy pierwszy krok!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *