Dziennik osobisty

Ta-ta!

Ostatnie miesiące mogę opisać szybko, czyli w takim samym tempie w jakim mija czas po narodzinach dziecka. Concorde się chowa. Z resztą w podobnym tempie znika zwykle drewniany tor na zdjęciu powyżej albo wieża z klocków.

Pierwsze dobre noce

Nie wiem kiedy to minęło, ale jeszcze niedawno Gustaw, który dawał nam do wiwatu w nocy, dziś w zasadzie pięknie przesypia noce. Pięknie, to znaczy z przerwą ok. 22/23 zwykle spowodowaną tym, że śpiąc wędruje i budzi się zagubiony z głową wbitą w róg łóżeczka (śpi na brzuchu) oraz ok. 4/5 – “Jeść”! Płacze z głodu tak głośno, że mógłby zastąpić koguta o 6 rano, gdybyśmy takowego mieli. W każdym razie, rzuca się na butelkę jak pirania do mięsa. Przy okazji, zadziwiający jest fakt, jak łatwo organizm przyzwyczaja się do takiego luksusu jak 6-7h snu. Czasami mam jednak wrażenie, że paradoksalnie byłem bardziej wyspany kiedy spałem 4-5h. Przewrotne to wszystko.

Pierwsze próby chodzenia

Podobno im dłużej dziecko raczkuje tym lepiej dla rozwoju, lepiej współpracują półkule itd. Cóż, myślę, że i bez tego każdy rodzic będzie uważał, że jego dziecko jest najmądrzejsze. Gusiek uwielbia raczkować, a ostatnio bardzo niepewnie, ale jednak zaczyna stawiać pierwsze kroki. Jak dotąd potrafi stać “bez trzymanki” przez dłuższą chwilę, a czasem zrobi jeden-dwa kroczki przy wyzwaniu jakim jest np. obrót o 180 stopni i rezygnacja z przesuwania drewnianego stołka na rzecz szafki kuchennej, którą przy okazji można solidnie umazać pozostałościami ze śniadania. (Spoko, ojciec posprząta!) Póki co jednak odkrywa ogródek raczkując po trawie i próbując ukradkiem ją skubać niczym królik.

Pierwsza dłuższa podróż 

To było wyzwanie, nie ma co. I wielka niewiadoma przed wyjazdem. Masa pytań: czy wytrzyma, czy będzie płakał, czy damy radę dojechać, czy, czy, czy… Po doświadczeniu zdecydowanie krótszej podróży nad morze, co prawda jeszcze wtedy z trzymiesięcznym G., mieliśmy prawo się obawiać. Tym razem czekała nas podróż na Święta Wielkanocne do rodziny do Niemiec, 750 km (!). Obrana strategia okazała się strzałem w dziesiątkę. Wyjazd wczesnym rankiem – 4.30, kiedy młody normalnie jeszcze się nie budzi (tylko na jedzenie), a po 7 jest zawsze w świetnej formie. No to start. Nie zdążyliśmy zjechać na autostradę (a mieszkamy od niej ok 4 km), a już słyszymy chrapanie! Cudownie! Pierwsza pobudka po 2h, potem świetna forma przez 2,5h i kolejna drzemka – 1,5h. Szok. Nawet w najśmielszych snach nie marzylibyśmy o takim scenariuszu podróży. W międzyczasie dwa postoje, podczas których okazało się, że eksploracja wnętrza auta – wchodzenie na kokpit, próby kręcenia kierownicą, a przede wszystkim lizanie bocznej szyby to największe szczęście mojego syna. Z resztą spójrzcie sami:

20170502_193012

Pierwsze słowa

Największy sukces rozwojowy mamy już za sobą – kiedy przychodzę po pracy do domu, kiedy się budzę (ok, przesadzam – to ON nas budzi), kiedy znudziło mu się u mamy na rękach, kiedy znudziła mu się zabawa kolejką, “brum-brumem” czy pluszowym psem (z którym to zabawa jest dosyć specyficzna i bardziej przypomina walkę MMA) moim oczom ukazują się rozpostarte ręce, wzrok skierowany ku górze i słyszę najpiękniejszą melodię świata – “TA-TA!”

I już wiem, że zdecydowanie będzie geniuszem. 😉

 

Comments

comments

czytaj również...

2 Comments

  1. Kumpel Maciej says:

    Wojtku, zachwyt mnie ogarnia gdy czytam takie historie! Dużo lepsze to niż polityka! Tak trzymać! 🙂

    1. Dzięki! Polityka przegrywa z rodzicielstwem w przedbiegach! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *