Gadki tatki

TOŻSAMOŚĆ RODZICA, czyli dlaczego jako ojciec czuję się jak Alicja z Krainy Czarów

O rodzicielstwie, wychowaniu i dzieciach napisano niezliczoną liczbę książek. Ktoś przeczytał kilka, ktoś kilkanaście, inny kilkadziesiąt. Z każdej z nich można wyciągnąć coś, co pasuje do naszej wizji rodzicielstwa, bądź co pokaże nam w jaki sposób rozwiązać dany problem. Przynajmniej teoretycznie. Bo praktyka, jak wiadomo, jest zgoła inna. Dlatego uważam, że te wszystkie poradniki i książki można traktować jako wskazówki, które nie są uniwersalne, ale które mogą nam pomóc ogarnąć tę fizykę kwantową, jaką jest rodzicielstwo.

Problem w tym, że coś co działa dziś, może nie działać jutro. I odwrotnie. Dlatego ostatnio, nauczony (zaledwie) czteroletnim doświadczeniem, doszedłem do wniosku, że nie jestem w stanie ocenić czy na pewno dobrze wychowuję swoje dzieci. Bo niby jak można to ocenić? Jednego dnia masz wrażenie, że jest pięknie, dzieci kochane, do rany przyłóż, grzeczne, trochę szalone, ale tak pozytywnie, a drugiego dnia chodzisz po ścianach i masz wrażenie, że wszystko wymyka się spod kontroli. Wieczorem, kiedy emocje już opadają, padasz na twarz i cieszysz się z chwili dla siebie. W głowie kotłują się różne myśli, które pod różnym kątem patrzą na wydarzenia tego dnia i już sam nie wiesz – czy dany problem to wina twoja, dziecka, wychowania czy może po prostu specyfiki dziecięcego dorastania. 

“Ja… ja naprawdę w tej chwili nie bardzo wiem, kim jestem, proszę pana.”

Z tego powodu zastanawiam się czy jest jakaś miara wg której możemy ocenić, czy nasze rodzicielstwo idzie w dobrym kierunku? Bo to, że ktoś oceni nasze, to jest bankowe. W końcu, ludzie bardzo lubią wytykać palcem innych. Ale tym się teraz nie zajmujemy. Mówię o takich naszych, wewnętrznych odczuciach, co do naszej rodzicielskiej drogi. 

Czasami mówię do siebie jak Alicja w Krainie Czarów do Pana Gąsienicy: “Ja naprawdę w tej chwili nie bardzo wiem kim jestem(…)”. Nie wiem czy jestem dobrym czy złym ojcem, czy prawidłowo (co to właściwie znaczy?) kierujemy wychowaniem naszych chłopaków. Życie rodzica jest jedną wielką sinusoidą emocji i doświadczeń. To trochę banalne, bo po prostu takie jest życie w ogóle, ale jednak rola matki i ojca jest obarczona wyjątkowo zagęszczona, w wysoką częstotliwością. Jednego dnia ogarniasz, za chwilę czujesz, że grunt pali się pod nogami.

Mimo mojego świadomego zaangażowania w ojcostwo, widzę jak wiele błędów popełniłem i popełniam na co dzień. Albo w jaki sposób dana sytuacja wpływa na zachowanie mojego dziecka. I dawno już doszedłem do wniosku, że błędów w rodzicielstwie się nie uniknie. Najważniejsze, żeby je wychwycić i zdać sobie sprawę z ich oddziaływania oraz w miarę możliwości naprawić. Ale myślę, że nie przez pryzmat błędów powinniśmy oceniać nasze rodzicielstwo, a przez pryzmat owoców, które daje.  

DOBRY CZŁOWIEK – banał czy clou sprawy?

Ten tekst jest w zasadzie rozmową z samym sobą, bo zaczynając go nie miałem do końca sprecyzowanego rozwiązania problemu. Ale finalnie dochodzę do tego, co tliło mi się gdzieś w głowie przez cały czas. To pewnie szalenie trudne, ale myślę, że każdy uważny obserwator swojego dziecka, jest w stanie to zrobić. Ocenić owoce. Całościowo, nie poprzez pryzmat tego co nam się nie udaje, tego co dziecko “robi źle” (w naszym rozumieniu). Kiedy widzimy, że z naszych dzieci ogólnie rzecz biorąc płynie dobro, a my nie angażujemy się w rodzicielstwo na pół gwizdka, tylko świadomie podchodzimy do swojej roli – wydaje mi się, że idziemy w dobrym kierunku.

Jakkolwiek banalnie to nie brzmi, to jestem pewien, że jeśli jesteśmy świadomymi rodzicami, którzy wiedzą z czym wiąże się rola rodzica i dla których rozwój, wychowanie i podążanie za szalenie szybko rosnącymi dziećmi jest ważne – możemy wychwycić te rzeczy, które idą nie tak jak sobie wyobrażamy i finalnie trzymać w ryzach nasze rodzicielstwo. I zdawać sobie sprawę z tego, w którym jego miejscu jesteśmy, jednocześnie nie zapominająć, że kolejne etapy przyniosą większe trudności. 

Dlatego myślę, że z życiem i wychowaniem naszych dzieci warto być “na bieżąco”. Nawet jeśli nie zawsze ogarniamy rzeczywistość. bo “jutro” nie będzie łatwiejsze niż “dziś”. 

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *