Fundamenty, Gadki tatki

WYPRAWA Z TATĄ, czyli dlaczego każdy ojciec powinien to robić regularnie

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można sądzić, że są takie rzeczy w rodzicielstwie, o których każdy ojciec marzy, aby się wydarzyły. Na początku są to sprawy w rodzaju: pierwszy uścisk, pierwsze słowa “tata” z ust dziecka, pierwsze “kocham Cię”, pierwsze wspólne wycieczki, granie w piłkę itp. Ale myślę, że oprócz tego, każdy zaangażowany ojciec ma również jakiś plan, który dotyczy jego ojcostwa. Może nie tak dosłownie plan, ale jakiś szkic, który ma gdzieś w głowie i próbuje wcielać w życie idąc rodzicielską ścieżką. Dla mnie jednym z elementów mojej wizji ojcostwa, są wyjazdy sam na sam z dzieckiem.

Jako, że póki co jestem ojcem dwóch synów, można uznać, że mówimy w tym wypadku po prostu o męskich wyprawach. Takich, podczas których relacja z dzieckiem ma szansę wejść na inny poziom. Rozwinąć się, umocnić i stworzyć szansę na zdrową, silną więź pomiędzy ojcem a synem. W ostatni weekend, razem z Gutkiem spędziłem po raz pierwszy taki czas. Przepłynęliśmy kajakiem 26km, spaliśmy w lesie w namiocie, obserwowaliśmy cichy bieg rzeki Korytnicy ucząc się siebie nawzajem. I te 2 dni wystarczyły, żebym upewnił się w tym, że takie wyjazdy to must have dla każdego taty. A ja z pewnością będę powtarzał je regularnie. 

ALE PO CO? 

Ojciec jest pierwszym męskim wzorcem, z którego synowie biorą przykład. Od ojca chłopiec uczy się męskości oraz podobnie jak od matki – życiowych wartości. Nie znaczy to oczywiście, że w trudnych przypadkach, kiedy tego ojca w życiu dziecka brakuje, dziecko nie ma szans na “właściwy” rozwój, ale kiedy tata jest pod ręką i zna powagę swojej roli – nie ma lepszej osoby, aby pokazać świat od męskiej strony.

Pewnie nie każdy tata czuje potrzebę, żeby w ten sposób realizować się jako rodzic, ale wg mnie jako ojcowie mamy w rękach ogromne narzędzie do budowania relacji z dziećmi – nasz czas. I trudno tego nie wykorzystać. Czas sam na sam, tak aby stworzyć możliwość przeżywania czegoś razem. Z dala od codziennych obowiązków, od tego co gdzieś nam zaprząta głowę. Trzeba wyjechać, skupić się na dziecku, jego oraz swoim rozwoju. Jego, jako młodego człowieka, który poznaje świat i uczy się go np. od nas, oraz swoim rozwoju jako rodzica. Jako tego, który swoją postawą, słowami i czynami zwiększa poczucie własnej wartości dziecka oraz pokazuje, jak ważne jest ono dla nas. 

Czasem ciężko mi jest pisać coś i twierdzić, że “to działa”, bo “musi działać”, skoro moi synowie mają dopiero 4 lata oraz niecały rok. Jakie ja mam doświadczenie? Ale na zdrowy rozsądek i znając przykłady innych zaangażowanych ojców, sądzę, że wspólna wyprawa ojca z dzieckiem to taki element rodzicielstwa, który może przynieść tylko pozytywne skutki. Oczywiście tylko w momencie, kiedy robimy to mądrze i z pełną świadomością. 

DAJ DZIECKU TAKIEGO TATĘ, JAKIEGO SAM CHCIAŁBYŚ MIEĆ

Nasze życiowe doświadczenia często rzutują na nas jako mężów, ojców czy pracowników. Nie wszyscy mieli szczęśliwe dzieciństwo, w którym ojciec był prawdziwym przewodnikiem po męskim świecie. Osobiście nie mogę niczego zarzucić swojemu tacie, jeśli chodzi o jego zaangażowanie kiedy miałem kilka – kilkanaście lat, jednak jest masa rzeczy, które z pewnością zrobię inaczej lub dołożę takie elementy, które teraz, z perspektywy czasu, wydają się czymś koniecznym dla rozwoju relacji z dzieckiem. 

To wszystko sprowadza się do jednego – każdy ojciec, który wie co oznacza ojcostwo, chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Jeśli zastanawiasz się jak umocnić więź i urozmaicić czas ze swoim synem czy córką – wyjedź, choćby na jedną noc. Przeżyjcie coś fajnego, razem, pogadajcie, pośmiejcie się, zróbcie zdjęcia, zaśnijcie w namiocie, pokłóćcie się i pogódźcie, chwyćcie się za ręce, a na koniec powiedzcie kocham Cię tato/kocham Cię synu. Bo o taką mądrą miłość tu chodzi.

Ja nikogo nie będę oszukiwał – marzę o tym, żeby kiedyś moje dzieci w rozmowie z przyjaciółmi, małżonkiem czy własnymi dziećmi powiedziały – “mam szczęście, mój ojciec to fajny gość”. Zdaję sobie sprawę, że to nie będzie łatwe, ale dając 101% siebie, wiem, że nie będę potem pluł sobie w brodę, że coś mogłem, a tego nie zrobiłem. 

________________________________

PROPOZYCJA:  2-dniowy spływ Korytnicą

Jeśli kiedykolwiek pływałeś kajakiem po rzece, mogę z całą pewnością polecić Ci dwudniową wyprawę z dzieckiem spokojną rzeką Korytnicą. Jeśli nigdy nie pływałeś – hm, radzę najpierw przepłynąć się samemu, żeby potem nie było niespodzianek, kiedy na wąskiej niekiedy rzece będzie trzeba manewrować. Kiedy byłem młody ( 😉 ) spływałem wielokrotnie innymi rzekami, więc mogę mniej więcej ocenić stopień trudności tej rzeki. 

Kajaki wypożyczamy z dowolnej firmy, których jest w okolicy sporo, znajdziemy je w internecie. Cenowo wszędzie wychodzi podobnie – ok. 35 zł/dzień za kajak + opłata za dowiezienie na miejsce rozpoczęcia spływu. Z tego względu warto wybrać firmę, która znajduje się bliżej niż dalej Waszego startu. 

Cała trasa od Starej Korytnicy do Sówki jest bardzo spokojna. Nurt płynie wolno, rzeka jest płytka, często bardzo płytka (ok 20 cm), sporadycznie maksymalnie pewnie ok. 130 cm głębokości. Po wielu deszczowych dniach poziom wody może się oczywiście podnieść o kilkadziesiąt centymetrów, jednak nadal charakter rzeki pozostaje mało wymagający. Trasę można podzielić na dwa odcinki:

1 dzień: Stara Korytnica – Nowa Korytnica – 14,5km 

Kończymy na miejscu do biwakowania “Szuwarek”, na jeziorze Korytnica, tuż przed końcem jeziora. Tam rozbijamy namiot i odpoczywamy po wiosłowaniu. W szczycie sezonu, w sierpniu, na tym odcinku nie spotkaliśmy ani jednego kajaka, ani jednej osoby (!). To jeszcze bardziej pozwala nam cieszyć się ciszą na rzece. 

oraz 

2 dzień: Nowa Korytnica – Sówka / Bogdanka 

Rano ruszamy dalej, tu po drodze można już spotkać innych kajakarzy, którzy ruszają często z Nowej Korytnicy na jednodniowy spływ i kończą w Bogdance. My zdecydowaliśmy się zakończyć w Sówce, zmęczeni upałem i mają w perspektywie ponad dwugodzinny powrót do domu. W Sówce znajduje się zapora wodna, więc jeśli chcecie spływać dalej, to i tak trzeba wyjść z kajaka i przenieść go 100m dalej. Jeśli kończymy spływ, dzwonimy do firmy wynajmującej, która przewozi nas z powrotem do naszego samochodu, który na czas spływu zostaje na ich terenie. 

Na każdym odcinku przepływamy przez łąki, torfowiska oraz lasy. W tych ostatnich czekają nas największe atrakcje w postaci powalonych przez bobry drzew. Gwarantuję, że nawet dla 4-latka jest to duża radość, kiedy trzeba przepłynąć pod lub przesunąć kajak nad konarem drzewa. Jak wspomniałem, rzeka jest płytka, więc wejście do wody do kostek lub maksymalnie do kolan, aby przepchnąć kajak raczej nie będzie stanowiło dla nikogo większego wyzwania. Dzięki temu na trasie nie ma nudy, a czas na wodzie umilają również mieszkańcy tych terenów: łabędzie, kaczki, liczne ryby, piękne zimorodki, wiewiórki i inne zwierzęta. 

Kilka zdjęć z wyprawy: 

Comments

comments

czytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *